hej.
Boze dziś ja jestem jak przekrecona przez maszynke ;/ rano ledwie wstalam, bylam w miescie troche apeli porozwozić i zakupy zrobić i jak przyjechalismy z Ł, wstawilam zupe i poszlam spac

po 1,5 godzinie sie zerwalam na nogi bo zupa na gazie!
Ł oczywiscie nie ugotował, nie wylączyl gazu, nic!! bo on nie wiedzial po co ja ten garnek postawilam. nooooooooż!!
mlot jeden.
fervex wypilam i jakos mi ciut lepiej.
Papitka F tak zasypial jak twoj Kuba. Ale jak polamał mi sie wozek to raz dwa oduczylam go bujania. U nas on sie przyzwyczaił przez spacery. Mieszkalism w takiej okolicy ze ani asfaltu, ani roznego chodnika. tak trząslo tym maluchem w wozku ze cudem nie wyskoczył. No a jak zmienilismy mieszkanie to dziec byl juz na tyle przyzwyczajony do tego "kolysania" ze domagal sie non stop.
Oskara nie bujalam ani razu. A jak widzialam ze ktos na rekach go kolysze to gotowa bylam przylozyc w leb. wyjątkiem bylo jak z bolu plakał po szczepieniu. nozka mu napuchla masakrycznie, wtedy to sama z nim tanczylam zeby tylko sie uspokoił.
a co do farb. ja maluje tylko joanną. po innych tak mi pali skora ze nie sposob wytrzymac.I od jakiegoś czasu reflektuje w rudych, brązach. Nigdy na blond nie pomalowalam. a naturalny mam tak okropny ze chyba predzej na lyso sie ogole niz pokaze swiatu jak mnie Bozia pokarała.
musze sobie herbate zrobic bo padne zaraz ;/ oczy mi razaraz wyskoczą czolem;/ no jakby mnie coś przejechalo.