Dziewczyny a ja sie pozale jak to jest u mnie , wiec jak bylam w ciazy moj maz traktowal ten stan jak on to mowil "ze to nie choroba" wiec zadnych ulg , fakt ze swietnie sie czulam ale to jeszcze nie znaczy ze nie trzeba mi poswiecic wiecej uwagi, szczegolnie ze czlowiek staje sie mniej "atrakcyjny" (w swoich oczach). Moj maz jest naprawde dobrym czlowiekiem i mam do niego zaufanie ale niestety to ja musze byc ta osoba ktora wszystko zalatwi , kupi ,ugotuje i wpadnie na to czy cos nalezy zrobic a nie czeka az sie jej to wyosli. Rzadko ( bo staram sie teraz nie denerwowac jak karmie ) ale zdarza sie ze jesli kolejny raz cos mowie zebym chciala aby bylo zrobione to musze w koncu wybuchnac zeby to bylo zrobione , chociaz wiem ze powinnam tego nie robic , tymbardziej ze maz jest drazliwy i pamieta kazde slowo i on sie nie potrafi klucic ani awanturowac. No ale kazdy jest inny i nieraz mnie to wkurza bo nie moge sie z nim poklocic bo on od razu sie ewakuuje do innego pokoju i zaklada poduszke na glowe

. Wychodzi z zalozenia ze samo wszystko minie "jutro" ale przeciez czasami trzeba podyskutowac prawda.
Natomiast jak sie urodzila Marysia moj maz od samego poczatku szaleje za nia, zreszta ma z nia swietny kontakt ona go slucha jak wniebowzieta (wyjatkiem sa kolki wtedy jest bezradny i zdaje sie na mnie) , wiec stwierdzam wrecz ze to nie ja go zaniedbuje ale on mnie i caly wolny czas poswieca jej a potem kladzie sie do drugiego pokoju i spi a ja czekam.............
Tego wolnego czasu tez jest niewiele bo on pracuje calymi dniami, poza tym jeszcze slysze przed snem ; zaplac jutro to, zrob zdjecie malej do paszportu, zalatw to , itp. .Wiem ze on jest zmeczony ale tak niewiele potrzeba.
Chyba mam prawo byc wkurzona jak myslicie .
No i z tym chwaleniem to tez go nie zaniedbuje ale w zamian krotki usmiech zalatwia sprawe za zalatwienie wszystkiego, bycie zona.........