reklama

nasi mężczyźni...

Miło poczytać takie ciepłe słowa o mężach :). Ja na swojego nie narzekam, chociaż prawie nie ma go w domu, więc Krystiankiem muszę zajmować się sama. Hubcio pomaga mi tylko przy kąpieli i między wyjazdami do klientów no i w niedzielę. Ja swoją pracę zawodową totalnie zaniedbałam, pracuję tylko wieczorami i robię tylko to, co naprawdę muszę, resztę przejął mąż. W domu jakoś sobie radzę, obiadki gotuję na 2 dni, albo robię duuużo jedzenia jak jest Hubert w domu i zamrażam, więc później zostaje tylko obranie ziemniaczków i jakaś surówka. Wyrabiam się jakoś ze sprzątaniem i innymi domowymi obowiązkami, bo robię wszystko na raty. W nocy wstaję sama, Hubcio przewija Słoneczko tylko nad ranem i to nie zawsze... Uciekam, bo maluszek wcina rączki :)
 
reklama
Flequa u mnie z meza tez zaden porzytek. Wczoraj to juz przeszedl sam siebie. Wrocil z pracy a ja pojechalam odebrac jedzenie do chiskiej restauracji. Nie bylo mnie raptem 20 min a maz z nerwami ze ledwie wrocil z pracy a maly sie dzrze, ze przez ten czas kiedy mnie nie bylo nawet nie uwsiadl, nie mogl odebrac tel. Wykrzyczal ze albo nie bedzie chodzil do pracy bo go tam denerwuja albo do domu nie bedzie wracal. Musial zostac wczoraj 2 h dluzej. Maly kiedy tatus bierze go na rece zaczyna plakac a maz zamiast go jakos uspokoic denerwuje sie na co dziecko reaguje wiekszym placzem. Tez sie czuje jak samotna matka, moj maz chyba nie dorosl do roli ojca. W nocy sie denerwuje ze maly steka i halasuje. Gdybysmy mieli jeszcze jeden pokoj to bym sie przeniosla tam z dzieckiem. Malym sie wcale nie zajmuje, jedyne co robi to wylewa wode z wanienki i czasem zrobi mleko. jestem b rozczarowana bo liczylam na wsparcie z jego strony, jekies zainteresowanie dzieckiem. Mam strasznego dola.
 
niestety czasami facetów przerasta ojcostwo...idylliczne wyobrażenia o maluszku, które albo je albo śpi biorą w łeb...a rzeczywistość nie zawsze jest tak różowa...
 
Kurcze, smutno czytać o Waszych problemach z tatusiami... :(
Ale wierzę, że to się poprawi, że dojrzeją i przyzwyczają się do roli ojców.
I przestaną być zazdrośni o maleństwo - bo tego to już w ogóle nie rozumiem... ::)
 
Kati, przykro mi :(. Może Twój mąż potrzebuje trochę czasu? I jak Patryś będzie większy i bardziej kontaktowy, to może będzie lepiej i chętniej się nim zajmować. Na razie głowa do góry, popatrz na Twoje Słoneczko i ciesz się nim, ja jak mam doła, to tak robię i to bardzo pomaga.

Catherinka, z mężami jest różnie jeśli chodzi o zazdrość:). Ja przed rozwiązaniem jeszcze uświadamiałam swojego, że dzidzia będzie na pierwszym miejscu i że będę poświęcać naszemu synkowi więcej uwagi niż jemu i żeby nie był zazdrosny. Mój mąż popatrzył na mnie jak na jakąś nienormalną osobę, powiedział, że wszystko rozumie, że taka kolej rzeczy..., ale mężczyźni są różni. W każdym bądź razie najważniejsze, żeby o wszystkim rozmawiać z tą naszą drugą połówką.
 
mój mężczyzna, nawet pomimo nieporozumień, które są ostatnio między nami jest kochany, wczoraj stwierdził,że kobieta umie kochać naprawdę dopiero wtedy, kiedy w jej życiu pojawi się dziecko, mężczyzna zaś kocha nad życie tylko jedną istotkę, a mianowicie wybrankę swojego serca...przeryczałam w poduszkę pół nocy, ja wcale nie kocham pawła mniej niż jagodę...kocham ich po prostu.........inaczej...
 
Magda chyba trzeba dac im troche czasu zeby sie przyzwyczaili do nowej roli. W koncu my chodzilismy w ciazy, dadatkowow instykt macerzynski tez dziala. Moze niektorym faceteom trudniej przestawic sie na nowa sytuacje. U mnie juz jest lepiej. Wierze ze wkrotce wszytsjko sie unormuje. Na razie dzidziusie sa dla nas najwazniejsze ale to wcale nie znaczy ze przestalysmy kochac mezow.
 
Kati, przykro mi :( Wygląda, że jesteś do wszystkiego sama, a to bardzo trudne. Chyba rzeczywiście mężczyzna sam musi dojrzeć do ojcostwa, ale i my możemy im to ułatwiać, zachęcając z jednej strony do kontaktów z dzieckiem, a z drugiej zapewniając ich, że wciąż są dla nas tak samo ważni jak przedtem (a nawet ważniesi, bo tym bardziej teraz potrzeba nam ich wsparcia). Mój mąż powiedział mi niedawno, że sam się nie spodziewał, że tak bardzo będzie kochał naszego maluszka i że kiedyś bał się, że dziecko będzie źródłem nowych obowiązków i kłopotów i nic więcej, a teraz, jak twierdzi, jest źródłem jego największej radości.
 
reklama
U mnie wczoraj maz zajmowal sie malym . Maly patrzyl na niego jak zaczarowany, dal sie polozyc tatusiowi na macie, bawili sie na niej, maz cos mu opowiadal itd a ja w tym czasie sprzatalam mieszkanie. tatusiowi najwyzrazniej spodobalo sie ze maluch w koncu reaguje, usmiecha sie do niego, patrzy na zabawki itp. Zajmowal sie nim non stop 2 h a potem tez zagadywal, pomagal pzy kapieli . Moj maz b duzo pracuje, 2-3 razy w tyg ma nocne dyzury i moze te jego wczesniejsze reakcje wynikaja ze stresow, zmeczenia i niewyspania. Wczoraj mial wolny dzien,byl bardzoej zrelaksowany. Mam nadzieje ze tak juz zostanie.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry