reklama

Nasze sprawy...

reklama
Już się obudziłam. Ta pogoda to tylko do jednego się nadaje, do spania po nockach:tak:
Happymum, witaj w naszym gronie, zapraszam na kawkę i ploteczki. Jak zauważyłaś u nas różne tematy na tapecie. Ja mam brata 2,5 roku starszego, czyli Mama była ze mną w ciąży się jak miał ok 1,5 roku. Czasem się kłóciliśmy i biliśmy jak to rodzeństwo, ale jak gdzieś razem wyjeżdżaliśmy to miałam takiego prywatnego rycerza w zbroi, bronił mnie i pocieszał (bo ja typowy domator i nie lubiłam gdziekolwiek wyjeżdżać bez Rodziców:-p). No a teraz oboje jesteśmy dorośli i bardzo siebie wspieramy, więc jeśli dasz radę się opiekować dwójką maleńkich dzieci to spokojnie możesz się decydować. A Twój wiek nie ma nic do rzeczy, można być super mamą w wieku lat 20 i wyrodną w wieku 30 lub odwrotnie
Martuś, strasznie mi Ciebie szkoda, że się tak męczysz, ale już niedługo.
Scoti, czekam na relację. Mya pewnie trochę jest zazdrosna, to normalne, po prostu okazuj jej tyle miłości co do tej pory, żeby nie poczuła się odrzucona
Co do wesela to już mówię. Już od ślubu się wkurzyłam, na zaproszeniu było napisane, że zaczyna się o 15. Przyjechałam była godzina 14:53 (wiem, bo strasznie denerwowałam się czy zdążymy i ciągle patrzyłam na zegarek), a tam już jest początek mszy. Ale ok, nieważne. Później mój Tata nas zawiózł na salę weselną, która z zewnątrz wyglądała na strasznie obskurną i małą, ale weszliśmy i okazała się nawet sporych rozmiarów, gdyby nie śnieg i niska temperatura, to wyszłyby piękne zdjęcia przy stawie za salą weselną. Na sali stały 3 długaśne stoły (miało być ok 140 osób i chyba tyle było albo coś koło tego) i oczywiście były winietki. Często rozwiązaniem na dużych weselach (dla mnie niezbędnym przy dużej ilości osób) są mapki przy wejściu na salę, gdzie każdy widzi gdzie jest jego miejsce. Tu niestety mapy nie było, więc M musiał szukać naszego miejsca, zaliczając każdy stół, a na końcu się okazało, że siedzimy na samym końcu. Dobrze, że byliśmy pierwsi na sali, bo nie wyobrażam sobie szukania siebie razem z setką innych gości. Później były życzenia, gdzie panna młoda totalnie mnie zlała, ja jej składam życzenia i daje prezent, a ona się odwraca i do kogoś tam coś gada i ja nie wiem czy mam stać dalej czy iść do młodego, w końcu ucałowała się ze mną i poszłam w pi..u. Masakra, dla mnie to było niegrzeczne. No i jedzenie było wielkim rozczarowaniem, podobno kucharka była sprawdzona i gotowała już na poprzednim weselu brata panny młodej, na którym nie byliśmy. Miało być pysznie, a wyszło raczej miernie, zaledwie ciepławy rosół (:szok: dla mnie to zbrodnia), mięso już raczej chłodnawe, rozgotowane ziemniaki i wielgachne kluchy śląskie, ciasto wyglądające smacznie, gdyby nie to, że każde które wydawało się z kremem śmietanowym miało jakąś masę typu ptasie mleczko (pewnie dodatek jakiegoś zagęstnika), która psuła nawet najlepiej zapowiadające się ciastko. Z zimnych półmisków było zimne już mięso z obiadu, jakiś półmisek wędlin swojskich i jedna sałatka z gyrosem, aha i galareta. Później donieśli z ciepłych dań zupę gulaszową i flaki (M mówił, że były niesmaczne, ja sobie odpuściłam) i gołąbki (niedoprawione i rozgotowane). Kulminacją kiepskiego jedzenia był kiepski tort, przesłodzony, z kremem na wierzchu, w którym było czuć nierozmieszany cukier no i standardowy krem typu ptasie mleczko. Uwielbiam torty, ale tutaj po jednej łyżeczce odłożyłam resztę. Zespół był średni, na początku dobrze się bawiliśmy, ale ja lubię różnorodną muzykę, a tu ciągle leciało disco polo. Ja rozumiem, że to fajna muzyka do tańczenia, ale ponieważ jest raczej monotonna to szybko się nudzi i wypadałoby zapodać coś innego. I nie rozumiem sensu puszczać na weselu "Białego misia" lub "Windy do nieba", przecież to są smutne piosenki o nieszczęśliwej miłości. Ledwo wytrzymałam do 1:30. Oczywiście od godziny 16 do 1:30 nie doczekaliśmy się pary młodej, z którą można by się napić za zdrowie, zresztą sama panna młoda była jakaś taka nieobecna i naburmuszona. I to nie tylko moje odczucie. Kurcze, nie lubię obgadywać wesel, ale dla mnie wyglądało to tak, jakby zapraszali gości, żeby zebrać jak najwięcej pieniędzy i olać wszystko inne.
Miłego dnia
 
Dzonka ło kurka no to nieźle ja byłam 2 lata temu na taki weselu gdzie wróciliśmy głodni, trzeźwi i mega źli bo posadzili nas z księdzem przy malutkim okrągłym stoliku - wiem co czujesz. Faktycznie porażka szkoda tej Waszej drogi i to było to wesele na które nie chcieliście za bardzo iść tak? A swoją drogą pani młoda brzydko się zachowała ja bym sobie poszła w piz.du i już... :no:
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry