Cina... ech... oby szybko lekarze coś pomogli na ten refluks.
Wczoraj udało się uniknąć ataku. U nas poza tym, że problemy z wypróżnianiem to ogniwem zaogniającym jest stres... Każdy atak był po jakiejś sytuacji, w której Vinci się wściekł np. Ojciec odłożył Go do kołyski, a Książe sobie życzył pobyć jeszcze na ojcowym ramieniu... Niby nic.. a 3 godziny wycia zapewnione.
Wczoraj byliśmy sami cały dzień i cały wieczór także dziś moje plecy są w stanie ciężkim.
Niestety Leoś nie zasypia sam, nie można go położyć do łóżeczka z nadzieją, że zamknie oczy.
Poza tymi problemami jest wesołym i pogodnym tłuściochem... Mamy już 3 brody..(Wiecie jak trudno utrzymać w czystości trzy brody?!

masakra! ). Wydaje mi się też, że jest coraz bardziej świadomy i taki... kumaty. Lubi jak go całuje

Nie lubi przebierania! Ło matko ale się wydziera!
Gdyby nie ten brzuch to byłaby pełnia szczęścia.
Dziś nam stuknęły 4 tygodnie (olaboga! kiedy to zleciało!?)