Wiem, że post Ewulki jest sprzed wielu miesięcy i pewnie jej wątpliwości już się rozwiały w jedną lub drugą stronę, ale pewnie i teraz jest wiele dziewczyn mających te same problemy, więc napiszę o sobie, może to komuś pomoże. Pierwsza ciąża zagrożona, szpital, skurcze, kroplówki, potem brak postępu porodu, cesarka w znieczuleniu zewnątrzoponowym (samo wkłucie w kręgosłup - koszmar, a po nim dwutygodniowy ból głowy, tak silny, że nie sposób opisać, do tego jeszcze blizna na całe życie). Nikt mi nie powiedział, że po tym znieczuleniu nie wolno przez dobę podnosić głowy z poduszki. Pamiętajcie o tym!!! Przez czyjeś niedopatrzenie strasznie cierpiałam, a przecież musiałam się opiekować synkiem w tym czasie. Do rzeczy. W drugą ciążę (całkowicie zaplanowaną) zaszłam, gdy nasz synek skończył 3 lata. Mogłam robić wszystko, nic mnie nie bolało, żadnych skurczów, kroplówek, ani szpitala. Dźwigałam siatki, jeździłam trzęsącymi tramwajami itp. Nie ominęły mnie tylko mdłości, które w obu ciążach były okropnie uporczywe. I co ciekawsze - urodziłam w sposób naturalny, bez żadnej pomocy, szybko i nawet bólu nie było za wiele. Byłam w szoku, bo myślałam że raz cc to zawsze cc. Po porodzie nie było różowo, ale po dwóch tygodniach wszystko się zagoiło bez śladu i blizna po cc się nie rozeszła (a tego też się bałam) Tak że u mnie za drugim razem było lepiej, a swojemu synkowi dałam piękny dar w postaci siostry. Trudno było mu się z tym pogodzić, bo miał już 4 lata i 3 miesiące, gdy mała się urodziła, ale jestem przekonana, że dobrze zrobiliśmy. Synek miał już trochę brzydkich cech jedynaka, a chciałam tego uniknąć. Kocham ich tak samo mocno, choć każde inaczej. Naprawdę warto.
i bedzie tak samo kochane przez nas jak Oliweczka .