Witajcie,
wpadłam tylko zostawić malutki ślad po sobie...za długo musiałabym pisać co u mnie, ale w skrócie:
Jak wiecie, leżałam w szpitalu z zagrażającym porodem przedwczesnym, moja szyjka niestety masakrycznie wyglądała, póki co kawałek jej odzyskaliśmy dzięki lekom. Jak przyjęłam leki, nie wspomnę, bo to był jakiś koszmar. W poniedziałek, kiedy dostałam skierowanie z natychmiastowym pojawieniem się w szpitalu, byłam przygotowana na poród. Ginka stwierdziła, że teraz już tylko "na torbach" mam siedzieć i czekać, bo na pewno do terminu porodu nie wytrzymam. Wiem, że w dzisiejszych czasach ur. na moim etapie dziecka jest szansą na zdrowego bobasa, ale kiedy leżałam na sali z dziewczyną, która straciła dziecię w 8 miesiącu, to wymiękłam...strach, strach i jeszcze raz strach...nie do opanowania. Walczyłam sama ze sobą, by tylko Miłoszek się trzymał jak najdłużej i żeby nie odczuł tak bardzo moich lęków. Do tej pory się boję, ale zniosę i zrobię wszystko, by mój Syn był cały i zdrowy. Zresztą, inaczej być nie może...oczywiście, kiedy trafiłam na oddział, miałam do siebie pretensje, że to przeze mnie się stało...jednak, kiedy spytałam gina od czego mogło się tak stać, to stwierdził, że ten proces "miażdżenia się" szyjki musiał już trwać jakiś czas, bo to nie dzieje się z dnia na dzień. Dziś też wiem, że twardnienie brzucha, to niekoniecznie normalny objaw w ciąży...
Za 2 tygodnie, mam wizytę kontrolną. Pozostaje nam czekać i mieć nadzieję. A ja ją mam...i wierzę, że cokolwiek, by się nie działo, dam radę...P jest cały czas ze mną, nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Trzeba tylko przyspieszyć konkretne zakupy dla Miłosza, by z radością móc go przywitać w jego pokoiku...
Co do zmiany imienia - bo pewnie, niektóre się zastanawiają, skąd ten pomysł...mianowicie...wspólnie z P stwierdziliśmy, że imię Miłosz będzie lepiej pasowało do naszego dziecia...długo wyczekiwany i MIŁOWANY...
Serdecznie Was pozdrawiam i dziękuję za pamięć*
ZJOLA, śliczna z Ciebie kobieta...
DANUŚ, dziękuję...Ty wiesz***