Mój poród, kurczę nie wiem od czego zacząć.

czytałam sobie o tych wszystkich czopach śluzowych na forum i mysle sobie:, "kurczę, tydzień do porodu a u mnie nic! :-("
No więc jak we wtorek 5.05 zobaczyłam rano upławy, sluz taki podbarwiony krwią pomyślałam "no coś się dzieje". Po południu jakoś około 16 zaczął mnie boleć brzuch, tak jak na okres ale silny to był ból, naprawdę, aż mnie w pół zginało. no i takie skurcze, to były.ale żadko. o 18 przyszedł mój M. po 10 godz w pracy, a ja mu od wejścia że dzidzius się szykuje do nas, ale jeszcze powoli. :-)
i że moglibyśmy się przejść na spacer. Mój M. na to że ja oszalałam, poród się zaczyna ja chcę spacerować. więc ja na to że to dopiero poczatek, jeszcze może potrwać i że spacer moze przyspieszyć poród. no to poszlismy :-), po jakichś 30 min, spacerku już mi było ciężko do domu wrócić, co mój M oczywiście mi wytknął.

No więc jakoś wrócilismy około 20, ja zaczełam zbierać torbę, jakies jeszcze rzeczy, szykować się. około 20:30 zadzwoniłam do szpitala, powiedziałam że skórcze mam tak co 5 minut i trwaja około 1min, no to oni powiedzieli żeby przyjechać. No to pojechalismy, jakieś 20 minut nam jazda zajęła, w tym czasie myslałam że mioczy z orbit wyjdą i że przeklinać zacznę, tak mnie juz bolało!! jakby mi ktoś wyrywał ze środka organy (macicę). Jak dojechalismy (była 21) to skórcze juz miałam co 3minuty!!!! Starałam się trzymać, i myslalam tylko żeby do szpitala i tam biorę znieczulenie. A w szpitalu chwilkę mi zajeło przebranie się i badanie i ja już naprawdę nie wytrzymuję z bólu skórcze praktycznie jedne za drugim , prawie bez przerw. Mówię położnej że chciałabym znieczulenie (ZZO/epidural), a ona mi na to, że niestey ale nie zdążymy bo już mam takie rozwarcie, że dzidziuś zaraz będzie z nami!!!! ja jej nie uwieżyłam - serio!!!! bylam w takim szoku, oczy jak talerze i pytam jakto??!! a ona że tak zaraz dzidziuś będzie.Myslałm że się popłaczę, tak mnie bolało, a ona mówi że znieczulenie nic nie da.ratunku!! No więc musiałam to wytrzymać. dała mi gas, ale na mnie jakoś nie działał, ból nie do opisania, jak zaczęły się skórcze parte to przynajmniej jakaś przerwa wreszcie między tymi skórczami była, to łapałam oddech, ale przerażona byłam. 5 skórczów partych i dzidziuś był u mnie na brzuchu. godzina 21:56! :-)
byłam padnieta, w szoku, ale najbardziej cieszyło mnie że już po wszystkim.
Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to że jak o 2 rano zawiezli nas na oddział, to pielęgniarka wywaliła mojego M.!!!!!! aż się popłakałam!!:-( niechcialam żeby Nas zostawiał, on tez był zmęczony, nie miał jak wrócić do domu wiedziałam ze 7 godzin bedzie gdzies musiał na korytarzu przesiedzieć, no myslałam że normalnie pójdę o powiem tej pielegniarce że ja w takim razie też wychodzę.
po za tym do oieki nie mam żadnych zastrzeżeń, połozna przy porodzie - cudowna kobieta, nawet nie pamiętam jak miała na imię.
