Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
Chociaż jak widzę kobitki w ciąży to im współczuję 
zaczęły mnie łapać tuż przed ktg i ładnie się na ktg zarysowały, ale niestety były mega nieregularne i zbyt słabe, odesłali mnie do domu. Jeszcze skoczyliśmy z małżem po lekkie zakupy do hipermarketu skurcze cały czas były. Przechodziłam z takimi skurczami całą sobotę i noc. Chociaż w nocy zaczęło się coś podkręcać to znaczy skurcze przybierały na intensywności. Około 5 nad ranem skurcze dalej były nie ustępowały więc poszłam do wanny, na szczęście w wannie nic nie przeszło odczuwałam coraz silniejsze skurcze takie krzyżowe, ale niestety nadal nieregularne. Skurcze były co 3, 5 i co 7 minut. Około 7 łamało mnie już nieźle, mąż przeżywał ,żeby już jechać, ale ja wiedziałam, że z nieregularnymi skurczami to z rodzenia nici, zresztą chciałam spędzić na porodówce jak najkrócej. Poszłam jeszcze raz do wanny w łazience odkryłam, że sączą mi się wody płodowe i skurcze zaczęły być regularne co 5 minut. Wytrzymałam w domu do 9 wzięliśmy torbę i pojechaliśmy. W samochodzie bolało już nieźle. Na izbie młody lekarz stwierdził tylko rozwarcie na 1,5 palca
, ale musiał mnie zostawić z powodu sączących się wód. Położyli mnie na przedporodowej i kazali czekać. A ja słysząc te jęki rodzących
sądziłam, że już nic gorszego nie może mnie spotkać, ale myliłam się i to bardzo ;-) Niby rozumiałam, że to normalne, ale jakoś psychicznie ciężko było tak siedzieć i czekać i tego słuchać. Dostałam czopek ale nic u mnie nie zdziałał bo już przeczyściło mnie nieźle w domu ;-) Potem przyszła położna zabrała mnie na porodówkę okazało się, ze mam 3 cm rozwarcia. Podłączyła mnie pod Oksy ,bo żeby zwiększyć rozwarcie potrzebowaliśmy silniejszych skurczów takich z macicy a nie tych krzyżowych, które już i tak bolały jak diabli. Ale nic cierpliwie wszystko znosiłam skupiłam się na oddychaniu, położna mówiła, że to bardzo ważne. Gdy miałam 4 cm rozwarcia pozwolili mi iść do takiej wanny z bąbelkami, bardzo fajna sprawa gdyby nie tak bolało, położna kazała mężowi polewać mi brzuch. Tak wytrzymałam w tej wannie godzinkę. Mąż mi teraz powiedział, ze co chwila chciałam iść sprawdzać jak tam moje rozwarcie. Gdy wyszłam z wanny zbadała mnie i powiedziała, że mam 6 cm. Myślę matko dopiero 6 cm a ja już nie daję rady, ale co najważniejsze postęp był. Skurcze były już co minutę i już nie dawałam rady. Nawet mówiłam do męża nie dam rady i nie urodzę , ale ten bardzo mnie wspierał i na każdym skurczu masował mi krzyż, nie powiem pomagało. Mogłam pić wodę na szczęście bo niemiłosiernie mi się chciało pić. Najgorsze było dla mnie jak musiałam się położyć do badania rozwarcia okropna pozycja, najlepiej mi było na skurczach na siedząco lub na stojąco. Miałam już 7 cm i prosiłam położną, żeby mi zrobili cięcie bo nie mogłam wytrzymać z bólu ona do mnie dobrze zrobimy Pani cięcie, ale krocza 

. Mimo bólu uśmiałam się, następnie poszliśmy pod prysznic. Siedziałam sobie pod prysznicem, mąż polewał mi brzuch a na każdym skurczu ściskałam mu ręce ile sił. Gdy po prysznicu poszliśmy na badanie okazało się, że mam już 9 cm ucieszyłam się bardzo bo to już niedługo do końca, ale mina mi zrzedła kiedy nadeszły skurcze parte, bo nie mogłam jeszcze przeć i musiałam powstrzymywać to była masakra masakry. Ale z 9 cm rach ciach zrobiło się 10 i wtedy położna mówi do mnie no Pani Basiu doczekała się Pani wreszcie rodzimy. Trzy skurcze parte ona do mnie widzę główkę na tym partym Pani się postara i będzie Pani miała dzidzię więc ja choć ból był nie do zniesienia zaparłam się w sobie i prę ile sił, ale niestety na tym skurczu się nie udało:-(, na następnym też niet i potem na jeszcze jednym też nie, po chwili ona mi przykłada to coś do mierzenia tętna malej i okazało się , ze w szybkim tempie tętno spada i w ciągu jednej chwili zjawiło się wkoło mnie około 10 osób. Męża wyprosili, a ja nie wiedziałam co się dzieje. Zbadał mnie lekarz i mówi, że muszą robić cięcie bo mała może się udusić i nie pytając mnie o zdanie przerzucili mnie na stół, szybko gdzieś przewieźli i w błyskawicznym tempie zaczęli podłączać jakieś aparaty. To było okropne bo cały czas miałam skurcze parte, a oni kategorycznie zabronili przeć. Dali mi coś do podpisania i uśpili bo dalej nic nie pamiętam. Gdy mnie wybudzili zobaczyłam męża uradowanego z małą na rękach choć kompletnie nie miałam sił to zapytałam go czy wszystko dobrze powiedział, że tak mała cała i zdrowa. Ważyła 3310 g i mierzyła 54 cm i była taka śliczna <serduszka> Podobno straciłam mnóstwo krwi w ogóle ciężki zabieg . Potem położna mi powiedziała, że normalnie przy cesarkach stosują inne znieczulenie, że jest się świadomym podczas zabiegu, ale u mnie nie było już czasu i zastosowali znieczulenie ogólne. Poleżałam jeszcze jakiś czas nie pamiętam dokładnie ile na porodówce i przewieźli nas na noworodki. Mężowi kazali iść do domu bo było już późno w nocy. Małą położyli obok mnie przytuliłam ją i tak sobie leżałyśmy całą noc. Ja z emocji nie mogłam zasnąć. Byłam zakochana w swoim małym szkrabie choć nie mogłam jej dokładnie obejrzeć bo nie dałam rady się podnieść ani na sekundkę. Na drugi dzień wstać z łóżka i dojść do siebie po cesarce to była tragedia. Chodziłam zgięta wpół jak jakaś staruszka, ale byłam bardzo szczęśliwa, że Mała jest po drugiej stronie brzucha.
. Współczuję Ci, że pomimo, że się namęczyłaś przy skurczach, to i tak miałaś cc...