To może czas na mnie
Ja poetka nie jestem więc opowiem co pamiętam bez zbędnego koloryzowania.
wszystko zaczęło się w środę 17.08. mieliśmy wizytę w szpitalu u nas w mieście na 15.30 .
dzień wcześniej rozmawialiśmy o tym by ściemnić lekarzowi że mała mniej się rusza
ale to nie było konieczne bo faktycznie Agatka mało się ruszała i cały dzień wylatywał mi śluz brązowy.
na wizycie standardowo sprawdzili mocz , później czekaliśmy na lekarza.
powiedzieliśmy lekarzowi że Mała się słabo rusza i że rano obudziłam się wilgotna a teraz wylatuje coś ze mnie.
Odesłała nas natychmiast do szpitala Maternity Hospital W Limerick na ktg to była godzina po 17.
zanim pojechaliśmy do domku po torby i dojechaliśmy do szpitala była gdzieś godzina 19.
w szpitalu musieliśmy czekać na wolne łóżko i niestety musiałam tam leżeć sama a M czekał na mnie w poczekalni.
gdy już leżałam podpięta pod pierwsze w moim życiu ktg byłam cała zestresowana,
tak bardzo czekałam aż coś się ruszy a tu nagle strach mnie obleciał że odeślą mnie do domu.
w trakcie ktg położna powiedziała że zostaje w szpitalu skurcze były ale ja ich nie czułam aż tak bardzo,
mogłam na chwile wyjść do M bo czekałam na lekarza który miał sprawdzić czy to wody mi wyciekają.
czekaliśmy razem zestresowani że to już, że już jutro może być Agatka z nami.
gdy zawołał mnie lekarz chciałam by M był zemną ale niestety nie dało się.
lekarz zbadał co miał zbadać i zaczęła mi krew lecieć.
czekaliśmy na przyjęcie mnie na oddział. razem z nami czekała tez jedna para ,
która również była z nami na wizycie w naszym mieście
około godziny 21/22 gdy już dali mi pokój 4 osobowy ,
myślałam że tam są same kobiety czekające na poród ale się myliłam bo za kurtyny dobiegał mały piskliwy głosik :-) byłam w szoku
M cały czas był zemną a mnie łapały skurcze jak na razie nie takie mocne, leżałam tam jak taka kłoda i czekałam na lekarza.
rozmawialiśmy sobie że to już niedługo. przyszedł lekarz i lekarka , dostałam zastrzyk
a lekarka sprawdziła mi rozwarcie miałam wciąż 3cm a szyjka o ile dobrze pamiętam ok 1 cm ,
później podpięli mi kroplówkę. M był bardzo zmęczony i głodny. biedactwo zasypiał razem zemną.
około godziny 24 M pojechał do domku. nie wiem czemu ale gdy tylko pojechał zaczęłam czuć bardziej te skurcze,
byłam bardzo zmęczona i śpiąca nie spałam od rana i również nie jadłam od rana.
skurcze brały mnie jak na razie nieregularne ale silne ( M zostawił mi zegarek bym mogla sobie liczyć co ile są )
miałam dość gdy tylko zamykałam oczy i czułam że zasypiam bral mnie skurcz z minuty na minute coraz silniejszy ,
zwijałam się na tym łóżku z bólu i nikt do mnie nawet nie przyszedł.
M spał ale ja i tak pisałam do niego smsy że już nie wytrzymuje, że bardzo boli. tak mijała mi cała noc od czasu jak M pojechał do godziny 5 rano. przyszła położna podpieła mnie pod ktg znowu i tak jak mnie brało przy 100 to teraz ból był nawet przy 30 , masakra.
powiedziała że musi mi sprawdzić rozwarcie dalej było 3 cm a szyjka wciąż ok 1. powiedziała że idziemy na porodówkę , byłam w takim szoku że prawie zapomniałam telefonu i M by nawet nie wiedział że rodzę.
zadzwoniłam do niego i powiedziałam ze złami w oczach że to już że idę na porodówkę i żeby przyjechał.
SALA PORODOWA:
Godzina 6.22 leże podpięta pod ktg, podali mi gaz, przejrzeli mi teczkę , przeczytali plan porodu. czekałam na lekarzy, co chwile ktoś wchodził, było mi źle że jestem tam sama. o 7 był już M ale nie mógł wejść bo akurat przebijali mi wody, kurcze chociaż był gaz to czułam ten ból. najpierw jedna przebiła mi wody , poczułam tylko ciepło , za chwile druga poprawiła. wpuścili M na sale i od razu było mi lepiej że już jest i trzyma mnie za rękę. cały czas byłam na gazie , skurcze były silne i długie. byłam na takim odlocie że masakra. nie docierało do mnie nic. odstawili mi gaz na chwilkę i przeszło. sprawdzili mi rozwarcie było już 7cm szyjki brak. dalej czekaliśmy , gdy już gaz nie pomagał na skurcze przyszedł czas na epidural to było po 7. M musiał wyjść i od razu mnie coś wzięło cholera nie byłam w stanie usiedzieć na czas wkuwania. nie docierało do mnie co mówią położne i pielęgniarki.
wkońcu zapytały czy chce czy nie. wkurwi*** się i wstrzymałam cały ten ból na chwilę wkuwania.
wrócił M i bardzo mnie wspierał , robił mi masaż, trzymał ze rękę. wciąż mówił do mnie bo ja zasypiałam.
położna powiedziała że zaczniemy ok 10 i po 11 powinnam być po ale poczekamy aż rozwarcie dojdzie do 10cm.
gdy w końcu doszło do godziny 10.00 przyszedł lekarz i sprawdził rozwarcie było jak w mordę strzelił 10 cm.
wybiła godzina 10.17 i padło słowo ZACZYNAMY!!!!
kurde byłam tak zmęczona że nie miałam siły. przy każdym skurczu słyszałam push push push. na każdy skurcz przypadało 3 razy przyj i każdy kolejny wydawał mi się końcem świata. czułam jak bym nie miała żadnego znieczulenia. szybko było widać główkę

gdy to usłyszałam przeraziłam się.... M bardzo mnie wspierał mogłam sie go uczepić jak jakiś rzep i przeć z całych sił. w przerwach miedzy skurczami mówiłam do M że nie mam już siły że mi słabo a on mnie pocieszał że już główkę widać i żebym była silna dla Agatki. i tak jak to powiedział tak mnie złapał ból, główka już coraz bardziej pchała się do wyjścia, raz leżałam na plecach a raz na boku. nie miałam na to siły ale pomagało mi to bardzo.
gdy główka była już prawie cała na wylocie że tak powiem, krzyczałam KU*** aż z bólu na cała sale, w dupie miałam czy ktoś mnie słyszy. trwało to chwile a mi tak się dłużyło. przed ostatni skurcz , i wszystkie krzyczą na mnie przyj mocno i długo a ja już resztką sił ( na prawdę resztką ) M mówi że główka już jest i popłakał się a ja razem z nim. położna mówi oddychamy szybciutko , no to ja oddycham i za chwilkę ostatni skurcz, poczułam tylko takie ciepło miedzy nogami , nie do opisania i słyszę oddychamy. skupiłam się tak bardzo że już nawet ból do mnie nie docierał , skupiłam się tylko na tym by wyszła w końcu Agatka. Położna powiedziała JUŻ!!! GODZINA 11.17!!!! a M ze łzami w oczach przytulił mnie i powiedział Agatka już jest z nami i od razu dali mi ją pod koszule. jejku zaczęłam ją całować i mówić do niej moja księżniczko. a jej zapach to po prostu cud cud cud cud cud. M płakał jak dziecko ale wspierał mnie dzielnie. i gdyby nie on nie dała bym rady , po prostu bym się poddała. zabrali mi Agatkę i dali tatusiowi :-) okazało się że pomimo takiego rozwarcia pękłam i muszą mnie zszyć w środku. M chodził z nią na rękach a mnie szyli. chociaż to M miał ją na rękach ja do niej cały czas mówiłam. M podchodził z nią do mnie bo płakała. całowałam ją a ona biedna pomyliła mój nos z cyckiem

oszczędzę wam faktu iż jak mnie szyli to wszystko widziałam w odbiciu szyby od inkubatora który był na przeciwko

szyli mnie dość długo bo ok godziny. około 12/13 dostałam mała do cycka. się przyssała od razu. a ja dostałam śniadanie. Mała zjadła i przenieśli nas do pokoju gdzie leżałam w nocy. i już w trójkę byliśmy aż do nocy :-) bo M musiał wyjść ok 23

ale to chyba tyle , pominęłam parę rzeczy ale to dlatego że nie pamiętam ich dokładnie

ponoć nie chciałam rurki z gazem oddać

