asia powodzeniaMi się skończyła @ i zaczynamy działać co drugi dzień :-)
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
asia powodzeniaMi się skończyła @ i zaczynamy działać co drugi dzień :-)
W szpitalu byłam w podobnych tygodniach, co Ty teraz i codziennie słyszałam od położnych (tych starych zgorzkniałych ropuch, młode były ok), że raczej nie mam co liczyć na happy end. W końcu w to uwierzyłam i każdy dzień był piekłem. Bałam się, że każde ukłucie to oznaka końca. Paranoja. Teraz już jest nieźle (nie pod względem bólów, te nadal mnie prześladują) i wierzę, że Twoje maluchy też będą silne mimo Twojego strachu ;DDziś 21t5d. Kolejna wizyta u mojej gin 6marca - o ile wcześniej nie zeswiruje.
Od 11.02 mam założony szew. W ten wtorek byłam na kontroli u swojej gin i ponoć trzyma. W poniedziałek mieliśmy prenatalne. Niestety u chłopczyka jest mały ubytek na serduszku i wskazane echo serca... u dziewczynki wszystko ok. 19marca mamy echo serduszka to będzie 25tc wtedy ponoc najlepiej widać co się tam dzieje, lekarka z prenatalnych kazała się nie martwić bo często zanikają te ubytki ale wiadomo stres jest...
Od kilku dni mam zakwasy na brzuchu, i kłucie i bóle pochwy... matko.. ja nie wiem skąd już biorą mi się te objawy... Głównie mam leżeć... No więc leżę i nic nie robię.. przed wczoraj zaczęłam oglądać wyprawki robić listę itp ale nadal się boję cokolwiek kupić w związku ze stratą syna w 23tc.. jakoś już chce by ten 23 tc przeleciał.... oby dotrwać do miarę bezpiecznego momentu. Jak już zaczęłam się cieszyć że jest ok to doszły te ciągnące bóle brzucha i pochwy no ale ani to skurcze ani jakie bóle porodowe więc może po prostu tak ma być. Czuje jak y mnie ktos pobil...![]()
Zmęczona jestem szpitalami gdzie już nic więcej na tą chwilę mi nie pomoga więc sobie odpoczywam... starając się odwrócić uwagę od złych myśli![]()
Dziś 21t5d. Kolejna wizyta u mojej gin 6marca - o ile wcześniej nie zeswiruje.
Od 11.02 mam założony szew. W ten wtorek byłam na kontroli u swojej gin i ponoć trzyma. W poniedziałek mieliśmy prenatalne. Niestety u chłopczyka jest mały ubytek na serduszku i wskazane echo serca... u dziewczynki wszystko ok. 19marca mamy echo serduszka to będzie 25tc wtedy ponoc najlepiej widać co się tam dzieje, lekarka z prenatalnych kazała się nie martwić bo często zanikają te ubytki ale wiadomo stres jest...
Od kilku dni mam zakwasy na brzuchu, i kłucie i bóle pochwy... matko.. ja nie wiem skąd już biorą mi się te objawy... Głównie mam leżeć... No więc leżę i nic nie robię.. przed wczoraj zaczęłam oglądać wyprawki robić listę itp ale nadal się boję cokolwiek kupić w związku ze stratą syna w 23tc.. jakoś już chce by ten 23 tc przeleciał.... oby dotrwać do miarę bezpiecznego momentu. Jak już zaczęłam się cieszyć że jest ok to doszły te ciągnące bóle brzucha i pochwy no ale ani to skurcze ani jakie bóle porodowe więc może po prostu tak ma być. Czuje jak y mnie ktos pobil...
Zmęczona jestem szpitalami gdzie już nic więcej na tą chwilę mi nie pomoga więc sobie odpoczywam... starając się odwrócić uwagę od złych myśli![]()
Mi tam nikt nie mówił czy są szanse czy nie. Nie straszyli. Ale ja byłam pacjentka docenta zarządzającego oddziałem.... także no nie wypowiadały się za wiele [emoji14] poza ty wszystkie wiedziały że straciłam dziecko więc wiem jakie są ryzyka i o co chodzi...W szpitalu byłam w podobnych tygodniach, co Ty teraz i codziennie słyszałam od położnych (tych starych zgorzkniałych ropuch, młode były ok), że raczej nie mam co liczyć na happy end. W końcu w to uwierzyłam i każdy dzień był piekłem. Bałam się, że każde ukłucie to oznaka końca. Paranoja. Teraz już jest nieźle (nie pod względem bólów, te nadal mnie prześladują) i wierzę, że Twoje maluchy też będą silne mimo Twojego strachu ;D
Bigmom wierzę... moja wiara się umocnił po stracie syna.. tak jak mowisz jak coś nas dotyka albo jak widzimy poznajmy innych z problemami zaczynamy doceniac, my całkiem przewartosciowalismy nasze życie.. zmieniliśmy się... zmieniło się nam otoczenie - większość wymiekla pi prostu... ale też patrzę na to wszystko inaczej... staram się być dobrej myśli, wierzyć...bo Wiem że robię co mogę, że moja lekarka to jakis cud świata, że wysłała m ie do szpitala pod opieką najlepszego człowieka i specjalisty do założenia szwu (uwierz że prawie nikt nie zakładał szwu przy blizniakach w takiej sytuacji jak moja- czyli nagle skurcze itp.. A on walczył o mnie.. ona wlaczyla) M i moi rodzice skacza do okoła mnie...na nic nie muszę robić.. tylko wstaje, jem, gadam z dziećmi w brzuchu, biorę leki i chodzę do lekarzy... tyle zostało mi do zrobienia... cieszę się każdym dniem... że strachem czekam na 23tc... z 2och powodów.. bo wtedy jak będzie ok to zacznę wierzyć, że się uda.. ale jak coś się nie uda to wiem , że moje dzieci beda traktowane jako urodzone A nie poronione... ja wiem, że to głupie.. ale dla mnie tą granicą i te słowa lekarzy są tak głupie... że nie rozumiem czemu tak to się traktuje.... że do 22tc poronienie i zero problemu przynajmniej dla szpitala A jak po 23tc to już poród to i warunki godniejsze.... i jakoś tak godniej dla dzieci... - jak ktoś nie przeżył to nie wie i pewnie nie zrozumie.mojego chorego podejścia.. ja mialam akurat poród SN i widziałam że zupełnie inaczej traktowano mnie i moja sytuację niż osoby które poronily mimo, że był to tydzień czy dwa różnicy... także no... mimo to że wiem co się może wydarzyć liczę na cudoczekująca chciałam powiedzieć że trzeba wierzyć ,ja miałam dużo wiary w sobie i moje dziecko to taki mój cud
HejHej Wam Ciężarówki i Staraczkichciałabym znowu do Was dołączyć po... 6 latach przerwy
coś tam troszkę Was już poczytałam, ale zanim "nadrobić" się uda pewnie minie trochę czasu, którego teraz mam aż nadto, bo mam leżeć[emoji82] Ja w tym momencie 9t5dc, w grudniu 2017 poronienie, a oprócz tego 6-letnia Córka
z danych to 28 lat, 165cm wzrostu i 84,4 kg
![]()
Bigmom wierzę... moja wiara się umocnił po stracie syna.. tak jak mowisz jak coś nas dotyka albo jak widzimy poznajmy innych z problemami zaczynamy doceniac, my całkiem przewartosciowalismy nasze życie.. zmieniliśmy się... zmieniło się nam otoczenie - większość wymiekla pi prostu... ale też patrzę na to wszystko inaczej... staram się być dobrej myśli, wierzyć...bo Wiem że robię co mogę, że moja lekarka to jakis cud świata, że wysłała m ie do szpitala pod opieką najlepszego człowieka i specjalisty do założenia szwu (uwierz że prawie nikt nie zakładał szwu przy blizniakach w takiej sytuacji jak moja- czyli nagle skurcze itp.. A on walczył o mnie.. ona wlaczyla) M i moi rodzice skacza do okoła mnie...na nic nie muszę robić.. tylko wstaje, jem, gadam z dziećmi w brzuchu, biorę leki i chodzę do lekarzy... tyle zostało mi do zrobienia... cieszę się każdym dniem... że strachem czekam na 23tc... z 2och powodów.. bo wtedy jak będzie ok to zacznę wierzyć, że się uda.. ale jak coś się nie uda to wiem , że moje dzieci beda traktowane jako urodzone A nie poronione... ja wiem, że to głupie.. ale dla mnie tą granicą i te słowa lekarzy są tak głupie... że nie rozumiem czemu tak to się traktuje.... że do 22tc poronienie i zero problemu przynajmniej dla szpitala A jak po 23tc to już poród to i warunki godniejsze.... i jakoś tak godniej dla dzieci... - jak ktoś nie przeżył to nie wie i pewnie nie zrozumie.mojego chorego podejścia.. ja mialam akurat poród SN i widziałam że zupełnie inaczej traktowano mnie i moja sytuację niż osoby które poronily mimo, że był to tydzień czy dwa różnicy... także no... mimo to że wiem co się może wydarzyć liczę na cud
A jeśli chodzi o Twoja córeczkę to jaki jest teraz jej stan? Co z tą wada ? Nie widzieli jej wcześniej?
Rozumiem i cieszę się, że wada nie utrudnia małej życia.wada jest wadą wrodzoną i dość rzdaką ,nie jakoś nikt nie zauwarzył wczesniej serduszko biło prawidlowo i nie było czego się przyczepić ,teraz to wiem że bedę miała bardziej dokladne badania , jej stan na dzień dzisiejszy ,to gdyby mi lekarz nie powiedzial o wadzie w zyciu bym ie pomyślala ze ją ma , jezdzimy teraz już raz do roku na konsultacje zakładamy holter i tyle ,żyjemy normalnie prawie nie myślac o tym ,dopiero kiedy zbliża się termin kolejnej wizyty ja już wtedy przezywam i chodzę nie obecna