Witajcie, witajcie!
Ja nadal w dwupaku, mam już trochę dość i nie samej ciąży, bo naprawdę lubię ten stan (zwłaszcza ze świadomością, że niedługo minie i nieprędko wróci

), ale ten pobyt w szpitalu mnie dobija... Jestem tu od zeszłego piątku!
A od wtorku mam podejmowane różne próby pre- lub indukcji porodu...
PONIEDZIAŁEK: na obchodzie usłyszałam: "pani do cięcia" więc ucieszyłam się, że Malec urodzi się bez jakiś tortur, ale na badaniu ginekologicznym lekarz zmienił zdanie...
WTOREK: test OCT - kroplówka z niewielką dawką oksytocyny, żeby sprawdzić wydolność łożyska i pobudzić czynność skurczową macicy i sprawdzić, jak malec się wtedy czuje. Test nieudany, bo żadne skurcze się nie pojawiły,,,
(byłam na czczo do 16:30)
ŚRODA: instalacja żelu z prostaglandynami - Prepidyl. Pojawiły się delikatne napinania brzucha, jakieś bóle krzyżowe, ale przez noc wszystko się wyciszyło,,,
(na czczo do 15:30)
CZWARTEK: z ginekologii septycznej przeniesiono mnie na oddział patologii ciąży, na którym pracuje moja lekarka prowadząca. zainstalowała mi cewnik Foleya, zrobiła amnioskopię (wody czyste).
(na czczo do 13:00)
PIĄTEK: rano, przy wypróżnieniu wypadł mi cewnik, a ponieważ poranny zapis KTG był zawężony - ponownie zrobiono mi test OCT - ponownie negatywny... W badaniu ginekologicznym rozwarcie na 1 może 2 palce, odchodzenie czopa śluzowego, długa, ale miękka szyjka macicy, główka wysoko - balotuje nad wschowem... Przepływy O.K.
SOBOTA: od rana na czczo, bo w każdej chwili mogłam być przewieziona na porodówkę na kroplówkę z oksytocyną. Wzięli mnie tam po 9 rano, a w związku z zamieszaniem na oddziale dopiero o 14:30 podłączono mi oxy, która spływała sobie 6h!! Ok. 21:30 odłączono mnie od KTG (oczywiście akcji skurczowej - oprócz delikatnego twardnienia brzucha - brak). Lekarka mnie zbadała - żadnych postępów i powiedziała, że na razie dają mi parę dni spokoju...
Wczoraj kwaśna sytuacja wyszła, bo jak leżałam pod tym ostatnim KTG, to mój mężuś czekał już na mnie w szpitalu więc napisałam mu dokładnie tak:
"oj, trochę to potrwa. lekarka chce mnie zbadać, a wyszło pilne ciecie cesarskie (tetno dziecka spadlo do 0) wiec musze tu czekac, az skonczy... ok. 30 min. co najmniej..."
I on pomyślał, że chodzi o naszego Jasia... I - wiadomo - strasznie się przestraszył, jego rodzice nawet przyjechali do szpitala (mimo późnej pory - było już po 22. Teściowa to w ogóle ryczała, trzymała się ciągle za serce etc...), a chodziło mi o to, że u dziecka jakiejś pacjentki podczas zapisu ktg, tętno spadło do 0 i zrobili jej szybką cesarkę, a ja musiałam czekać na badanie ginekologiczne, aż lekarka zakończy to cięcie...
ehhh, jak widać moja 6 z matury z polskiego o niczym nie świadczy...
No ale najważniejsze, że mały Jasio ma się dobrze.
Ciągle też mam problem z pękającymi żyłami - doszło już do tego, że wenflony (którymi co 6h podaje mi się antybiotyk na to wysokie CRP) muszę mieć codziennie zmieniane i to przez samych anestezjologów (bo ciężko u mnie znaleźć żyłę zdatną do wkłucia), ale dziś na obchodzie (trochę złoszczę się na siebie, że dopiero dziś) zapytałam, czy mogłabym dostawać ten antybiotyk w tabletkach, a lekarz powiedział, że nie ma problemu! Więc wreszcie odetchnę trochę od bólu
Co mnie jeszcze dołuje to to, że jest wprowadzony zakaz odwiedzin (w związku z tą grypą cholerną) więc za tym moim mężem to tęsknię, jak cholera! Widzimy się codziennie, ale króciutko i trrzeba ukrywać się gdzieś po korytarzach... ;/
Cieszę się, że Indziorka ma już Julkę w domku - i to taką uśmiechniętą i szczęśliwą, że jest już po drugiej stronie brzucha
Pam - kotek jest słodziakowaty! Czytałam o nim już wczoraj i dzisiaj przyśniło mi się, że przybłąkały sie do nas 4 koty i wszystkimi ładnie się zajęliśmy
Klaczek - Karolek, to nawet od tylca jest fajowym chłopaczkiem

Naprawdę - taki proporcjonalny chłopulek

I chyba robicie już podejścia do sikania do sedesu, co?
Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i idę do położnych, żeby mnie uwolniły od wenflonu
