Marcia, kurcze przykro mi ze Ci sie rozkreca, oby nastepnym razem sie udalo!
A ja mam dzis okropny dzien, strasznego strachu sie najadlam

Kicia mi zemdlala!! Lezala sobie na poleczce nad biurkiem, ja przy biurku z laptopem, ona spala. I tak nagle sie jej glowka zsunela z tej polki i tak zwisla bezwladnie,ja mysle kurde,co jest,i ja glaskam,a ona taka jak flaczek, od razu mi pociemnialo w oczach z przerazenia, wzielam ja na rece i zaczelam potrzasac zeby sie ocucila i za chwile juz bylo ok, polozylam ja na lozku a ta jakby nigdy nic zaczela sie lizac i poszla na drapaka... Sie poryczalam strasznie,zadzwonilam do Mojego ktory przyjechal z pracy pedem i mnie ochrzanil ze zawalu malo co nie dostal. Kicia narazie ok,nie mam pojecia co to bylo, Moj mowi ze moze po prostu spala i sie tak zsunela z tej poleczki, ale kurde,nie wiem czy bylaby wtedy z tak bezwladna i nie reagujaca na klepanie

I teraz siedze i czytam co to moglo byc,i moze sie przegrzala czy cos,bo ta polka i biurko stoi przy scianie od komina i jest mega goraca... Teraz co chwile patrze czy oddycha i jej odgrodzilam ta sciane trche zeby az tak sie nie grzala. Okropne przezycie,tym bardziej ze juz kiedys mnie przyprawila prawie o zawal jak ja znalazlam na podworku skopana przez sasiada

Sorki ze totalnie nie na temat itd,ale musialam sie wygadac, bo A. wrocil do pracy, a ja siedze spanikowana choc to bylo pare h temu, a kotek zachowuje sie normalnie. Ehhh.