jak najbardziej miałam cukrzycę - i podobno dlatego taka duża <chociaż cukrzyca wyszła dopiero w ostatnim miesiącu, a już wcześniej Mała nie była taka mała;-) generalnie wyglądało to tak, że miałam się zgłosić do szpitala tydzień po terminie, żeby już sobie siedzieć na obserwacji, żeby mieć pod kontrolą tętno Olki itp., generalnie miałam czekać aż się akcja zacznie, a jak się nie zacznie, to mieli wywoływać. a tu pani dr będąca na dyżurze w dniu, kiedy mnie przyjmowali, mówi do mnie: "obiadu już pani nie je, za 6 godzin się tniemy". no to ja do niej, że chyba pacjentki pomyliła, bo ja mam naturalnie rodzić

no i powiedziała mi, że ona nie weźmie odpowiedzialności za ewentualne komplikacje porodowe przy porodzie naturalnym, bo Mała sporo waży <a wtedy bieżące usg pokazywało niby odrobinkę ponad 4 kg> i jej zdaniem sporo za dużo jak na możliwości wyjścia bez komplikacji. urodzić bym może urodziła, ale jej zdaniem i ja, i Olka miałybyśmy potem problemy z dojściem do siebie. skonsultowałam się z moją gin i się zgodziłam na cc. i powiem Ci, że bardzo się cieszę, bo jak zobaczyłam Oluśkę, to stwierdziłam, że nie było szans, żeby ją naturalnie urodzić - fest baba, jak to określiła moja gin, wymiary miała naprawdę niezłe, a główkę - łohoho;-)