Danusia tulę Cię bardzo mocno i mam nadzieję, że z twoją mamą będzie tak jak z moją babcią. Nie wiem czy kiedyś wam opowiadałam ale moja babcia była bardzo chora. Miała raka macicy z przerzutami wszędzie, ze szpitala wypisali ją do opieki paliatywnej z tym, że nie dawano jej szans na przeżycie 2 tygodni. Dzidkowie przenieśli się do rodziców żeby oni mogli się babcią opiekować, bo musiała być pod stałą opieką lekarską, a nie chcieli oddać jej do hospicjum. Stan babci z godziny na godzinę był coraz gorszy. Doszło do tego, że przestał pić, jeść, żyły pękały przy każdej próbie podania kroplówki. Przez kilka dni była nieprzytomna. Cała rodzina się z nią pożegnała, był ksiądz, szykujemy pogrzeb. Nastał dzień gdy babcia dostawała ataków padaczki co 5 minut funkcje życiowe całkowicie zanikające. Trwało to cały dzień, a każdy kolejny atak był coraz gorszy.Nagle wszystko zaczyna się uspokajać. Najpierw przechodzą ataki. Czekamy na nawroty albo zgon...nic. Babci stan zaczyna się normować. Na drugi dzień rodzice wracają do podawania leków. Stan babci ulega poprawie. Po 2 dniach udaje się podłączyć kroplówki. Do tej pory dziadek siedział przy niej 24 na dobę i jedynie skraplał jej usta. Na 3 dzień babcia odzyskuje świadomość. Z każdym dniem jest coraz lepiej. Babcia dochodzi do tak dobrego stanu, że zaczyna normalnie komunikować się rozmawiać. Zupełnie nie pamięta nic z tych tygodni gdy była w stanie krytycznym w szpitalu i w domu. Jest coraz lepiej. Zaczyna sama chodzić, normalnie funkcjonować. Rodzice wysyłają ją ponownie na badania do szpitala. Co się okazuje. Po nowotworze nie ma śladu. Zniknął. Według medycyny to cud bo takie rzeczy się nie zdarzają....babcia pożyła kilka lat, nawet przeszła operację po złamaniu kości jakiejś tam i z powrotem zaczęła chodzić. Po paru latach babcia zadzwoniła na moje imieniny 12 grudnia i powiedziała mi, że ja w końcu sobie życie ułożyłam i nie musi się o mnie martwić i że może już umrzeć. Na drugi dzień będąc w świetnym zdrowiu i formie nagle oboje z dziadkiem zmarli tego samego dnia w przeciągu 15 minut jeden po drugim. Nawet nie wiadomo, które było pierwsze. Policja zadzwoniła do mamy, że dziadkowie nie żyją, a zleźli ich bo dziadek zadzwonił po pogotowie, że babcia zasłabła. Całe życie razem i jedno bez drugiego żyć nie umiało. W tym czasie my staraliśmy się o dziecko. 2 miesiące opóźnionej byłam w ciąży a Kacper urodził się 13 października. Dziadkowie zmarli 13 grudnia. Kacper jest kopią mojego dziadka. Głęboko wierzę, że wszystko w życiu ma swój czas i miejsce i jakiś wyższy cel.