No coz, odbywalo sie to stopniowo. Pierwszy raz wylecialam na dwa tygodnie (w osmym mies. ciazy z Jula

), potem, jak Jula miala 4 mies. bylysmy u rodzicow 3 tyg., potem 2mies., potem 3, potem 5.... Niestety, ja tu mam prace za dobre pieniadze (ktora niedawno opuscilam, bo rodze w Polsce). Chcemy sie budowac i jednak mamy oboje z Piotrem ta motywacje, ze bedziemy cos mieli z tych dni rozlaki. Juz sie przyzwyczailam, ale z poczatku 3tyg. niewidzenia sie byly strasznie meczace

. Nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo

Przynajmniej Julka zna moich rodzicow (i chyba bardzo ich kocha

)))), a tak nie miala by okazji.
Jak sobie radze z tesknota? 1. Przestawiam sie na inny tryb zycia, czyt. zycie z M. lub bez M. (przy tej drugiej wersji mam wiecej czasu dla siebie-Egoistka

)))
2. Tlumacze sobie na poczatku, ze zleci niewiadomo kiedy i tak wlasnie jest

)) A na koniec juz czekam, czekam, czekam

)))
3. Mamy kontakt telefoniczny, przez skype'a, wiec mniej wiecej wiem, co u Pitera slychac
4. Traktuje to jako "odpoczynek malzenski" hihihihihi

)))))))))) Czasem sie przydaje

))))))