Majeczka tym brakiem spakowanej torby to się jakoś strasznie nie przejmuj, bo w razie jakiegoś problemu to przecież nie odmówią przyjęcia do szpitala np. dlatego, że nie masz koszuli nocnej. więc sobie na spokojnie zamawiaj...
a co do ludzkiej niekompetencji to mi niestety brak "jaj" do załatwiania takich spraw więc zawsze jestem tą biedną poszkodowaną
Nikamo miłego grilla
Sonka tekst córuchny mistrzowski!

Mina u mnie też koty rozpoznają kiedy nie mam nastroju na kontakt

i też nie podchodzą. a widzę, że Ci się po bzyku humor poprawił! super sposób! ;-)
my marzyliśmy też o main coonie, ale Luby ma lekką alergię więc niestety baliśmy się, że dwa razy więcej sierści= dwa razy większe objawy. teraz po prostu ma katar jak się ociągamy z odkurzaniem. więc niestety futrzaka musieliśmy sobie darować. a sphynx na szczęście swoim charakterem zastąpi nam jeszcze marzenie o psie, którego odpuszczamy ze względu na to, że psem niestety trzeba wychodzić co by się wybiegał, czy zima czy deszcz czy skwar, a my mieszkamy w bloku, więc wypuszczanie zwierzaka do ogródka odpada. Coco czyli kicia tej naszej koleżanki umie aportować, podawać łapę i generalnie jest bardziej psia niż kocia. no i to jej "gadanie"

jak już właściciel nie ma siły z nią rozmawiać to siada np. naprzeciwko tv i dyskutuje



. z tymi bezwłosymi kotami to tak jest, że trzeba je po prostu lubić, bo wiadomo nie każdemu odpowiadają...
co do rodowodów nasz rosyjski też papierowy jest. cieszę się, że podzielasz mój pogląd o rodowodach, bo wiele osób patrzy na nas jak na wariatów, że płacimy za zwierzę tyle kasy. ale ja wolę zapłacić niż później się martwić... u nas obaj kastraci, bo baliśmy się jak to będzie, w końcu mamy dwóch panów- walki o władzę, obsikiwanie, na szczęście wyłapaliśmy idealny moment i te wszystkie "atrakcje" nas ominęły.
Jutrzenka co do tematów językowych to się nie ma co martwić, moi rodzice też są z epoki rosyjskiego, a objechali całą Europę

na migi, bo na migi, ale większych problemów nie było. raz mieli jakiś problem z francuzem na recepcji jakiegoś hotelu, który ewidentnie miał do nich żal, że przyjechali do jego kraju i nie mówią po francusku więc mama po prostu zadzwoniła do mnie i dała go do telefonu i problem był rozwiązany

miłej wizyty u rodziców.
Karola tak, tak ten łysy
Malinowa P. co do sphynxa to sama sobie zazdroszczę i nikomu nie oddam.

dziś nawet w nocy spłynęło na mnie olśnienie. będzie nazywał się... Rysiek. Będziemy mieć Mańka, Lucka i Ryśka :-)
Polcia ja na raz dziecka i kociaka czy szczeniaczka bym nie "wzięła"... i tak nie wiadomo w co ręce włożyć, a przy dwójce na raz to nawet sobie nie wyobrażam

na przeziębienie to ja jestem antylekowa i po prostu herbatka ze syropkiem malinowym.

na gardło jak przyciśnie to tamtum verde (gin powiedział, że bez problemu), ale tak to się nie faszeruję... zdrowiej!
Pesca gratuluję wózka i postępów w przygotowaniach. i życzę zarówno Tobie jak i sobie żeby nas już omijały te sensacje,
aha i mój Luby też był antykociarzem, do momentu aż przyniosłam do domu w prezencie na swoje urodziny małego Lucka i powiedziałam, że kot zostaje, a jego mogę spakować i wyprawić gdzieś gdzie kotów brak

oczywiście był na nie i wielce obrażony, a wieczorem tego samego dnia już siedział i mówił: a widziałaś jakie on ma małe łapki? patrz jak słodko śpi! patrz jaki mądry wie gdzie jest kuweta! ojej! on mruczy!
uciekam teraz, wpadnę do Was jeszcze później. buziaki!