Właśnie wróciłam z urzędu i muszę Wam powiedzieć, że ludzie to są naprawdę beznadziejni, zwłaszcza faceci. W urzędzie obowiązują numerki. No więc wydrukowałam sobie numerek i patrzę, że przede mną 23 osoby. Wzięłam wniosek, bo go jeszcze musiałam wypełnić, a tu znok, bo nie ma gdzie. Na środku stół przy którym siedzą sami faceci (koło 10 myślę), a pozostali ludzie stoją. Pomijając ciążę, to nawet nie ma gdzie wniosku wypełnić, bo w powietrzu ciężko. Stoję sobie przy tym jedynym stole i się rozglądam zastanawiając co tu zrobić, a faceci siedzący przy stole udają, że nie widzą ani mnie, ani mojego brzucha, centralnie głowy odwracają. Stwierdziłam, że pierdzielę i podeszłam do stolika i do jednego faceta mówię, że przepraszam, ale czy mógłby się przesunąć, bo chciałam wniosek wypełnić (nie że o miejsce mi chodziło, tylko o kawałek stołu). Facetowi się chyba głupio zrobiło, bo od razu, żebym sobie usiadła no bo po tym jak podeszłam do stołu nie było szansy udawać, że nie widział mojego brzucha. Dobrze, że się tak wepchałam, bo czekałam tam na swoją kolejkę chyba półtorej godziny. No chyba bym zeszła jakbym miała stać przez ten cały czas...