Dziewczyny ja przepraszam, że tak narzekam i biadole, ale szczerze mówiąc czytając Was jak się dzielicie między sobą problemami z karmieniem, z pępuszkami to ja jestem na skraju wytrzymałości. Mam tak strasznego doła i tak strasznie płacze, że nie potrafię nad tym zapanować. Poza tym jestem taka samotna, nawet wyjść z domu nie moge bo nie mam butów(co prawda i tak pewnie bym nie wyszła jakbym jakieś znalazła), ale dzisiaj wszystko do mnie przemawia na nie. Czuje się jak potwór, który już wszystkich wkur...ia. Te kłótnie z M., strach przed porodem, przed tą opieką. Ja wymiękam to straszne i jeszcze bardziej mnie to dobija. Małż ciągle zmęczony. Ciągle, nic od dłuższego czasu nie słysze tylko jaki on nie jest zmęczony. I jego teksty jak ja bym poszła do pracy!! No żesz kurde!!!
jak chce się przytulić, chce żeby mnie troche popieścił on mi na to że nie chce się zmuszać i z szacunku tego nie robi, bo zmęczony. Zmęczony, zmęczony, zmęczony...
Ja się poddaje!! Głowa mnie napierdziela!! Chce już małego mieć przy sobie, żeby mieć dla kogo walczyć i dla kogo się uśmiechać. Niech on już się urodzi bo inaczej ja zwariuje.
Wiem nakręcam się jeszcze sama, codziennie wchodząc na BB i czytając o Was jak się rozpakowujecie. Strasznie ciesze się z Wami, ale mam wrażenie, że mój Aleks chyba nigdy nie wyjdzie, a ja już na zawsze zostane smutasem!!
Przepraszam Was