luty małgoś zazdroszczę 5 minut parcia, bo dla mnie te 2,5 h bezowocne były naprawdę koszmarem :-(
dzisiaj była u nas położna i powiedziała, że musieli przegapić w szpitalu moment do zrobienia CC i stąd te kleszcze, a później to już nie było wyjścia. nie chcę tego rozpamiętywać i w sumie nie mam do nikogo żalu, ale chciałabym mieć już pewność, że nie ma z tym związanych żadnych konsekwencji, a jeszcze tego nie wiem na 100%...
a co do rozpakowywania to powiem Wam szczerze, że nie spodziewałam się, ale zaczynam patrzeć z sentymentem na koniec ciąży, na to jak mąż BARDZO się o mnie martwił i troszczył, jak nie mógł się doczekać jak zobaczy synka. tym bardziej myślę o tym wszystkim z sentymentem, że obawiam się, że sytuacja już się nie powtórzy...