My już po chrzcinach. Moje obawy okazały się przesadzone :-)
Sama uroczystość była przepiękna, odbyła się po mszy św., ze względu na warunki pogodowe, ksiądz zgodził się na samą uroczystość. Rodzinka trochę podmarzła na mszy, a my dojechaliśmy na sam koniec. Byliśmy tylko my, chrzestni i rodzinka. Staliśmy przy samym ołtarzu, przepięknej chrzcielnicy (nawet wodę ksiądz przyniósł z zakrystii podgrzaną), tak jakoś kameralnie i duchownie było :-)
Potem była imprezka, razem z nami 18 osób. Teść do kościoła nie zdążył, ale zjawił się na samym początku biesiadowania :-) jak na 3000km podróży, to nieźle się wyrobił z czasem :-) Były "smaczki" w wykonaniu teściowej, ale ogólnie bardzo przyjemnie i smacznie.
Zero alkoholu, bo nie toleruję tego na chrzcinach. Po powrocie do domu nakarmiłam Artka i pojechaliśmy do kościoła na komunię św., bo wyczytałam, że rodzice w tym dniu powinni ją przyjąć, oddaliśmy naczynia w które nam zapakowano wałówkę do restauracji i wróciliśmy do domku... padam na ryjek :-)
Efa, sarisa dzięki za kciukasy ;-)
Mamy super fotki i piękny film- kamera zdała egzamin wzorowo, gdyby któraś chciała kupić, to mogę polecić, bo przetestowaliśmy kilkanaście i kupiliśmy taką, z której jesteśmy bardzo zadowoleni.
A! Od macochy dostałam 3 ogrooomne torby ciuchów, po moim obecnie 4 letnim przyrodnim braciszku, same firmóweczki od 0m do 4 lat- rewelacja!!! Ubranka piękne, niezniszczone, niektóre z metkami i mam zaoszczędzone kilka tysięcy ;-)