hahah, Rysia ja na swoją też "czarownica" mówię ;-)
No, a ja dziś wybyłam do sklepu po zakupy. Mąż mnie wygonił żebym w domu nie siedziała ciągle i miałam kupić coś na obiad. No to wróciłam, na obiad nic nie kupiłam, a wydałam 350 zł. A to sery pleśniowe, bułeczek 500 rodzajów, słoiczki dla dziecia, słodycze no i jakoś tak wyszło. Oj tam oj tam... Zamówiliśmy pizze, a mąż stwierdził, że już lepiej żebym w domu siedziała heh :-)
No po porodzie jednak priorytety się zmieniają bo najbardziej jestem zadowolona z kaszki brzoskwiniowej dla Hubsona ;-)