Dzień doberek.
Znów mnie nie było,bo prosto z Miedwia,wpadając tylko na chwilke do domku po rzeczy,pojechalismy do trzech wiedźm na wieś.Wiedźma była jedna + jedna malutka,bo siostra M. z młodszą córką wyjechały ,ale i tak było super

.Znów wieczory karciane i pełne śmiechu,szkoda tylko,że pogoda do d...y była.Tym sposobem moje dziecko znów całe "wysypane",bo za mało jej ciepłych rzeczy wzięłam i musiała chodzic w Zuzkowych,a oni uzywają płynu do płukania,na który Amelka jest uczulona.A to,co poprałam po swojemu,nie wyschło w tym deszczysku i zimnie:-(.No,ale juz w domku od wczoraj wieczór,więc mam nadzieje,że to jej szybko minie.Piesami dużym i małym zachwycona,aż żałuję,że nie mam warunków na jakiegoś ciapka...
A nad jeziorkiem było super- Amelka w jeziorze wreszcie załapała,o co kaman z raczkowaniem

- wczesniej to wyglądało tak,ze kilka" kroków",pupa w góre na sztywnych nogach i ryk- juz myslałam,że się nie nauczy.A w wodzie na płyciźnie tak jej sie podobało "plusk",które robiła łapkami,że bez problemu łaziła na czworaka wzdłuz brzegu - szczęście niewymowne.No,a dzis rano zostawiłam ja z zabawkami na podłodze,a sama wyszłam do kuchni zrobić sobie kawę.Wracam,a tu wiaderko takie zamykane na brudne pieluchy wywrócone,otwarte i moje dziecko całe happy wsród nich...

- przewędrowała cały pokój akurat tam...zapach ją zwabił czy co???

;-)
Rysia,no,to juz wiesz;-):***.I trzymam kciuki za siostrzyczkę- wszystko będzie dobrze,jestem tego pewna

.
Pisałyście o porodach.Przyznam ,że przy pierwszych dwóch marzyłam o CC.Z Tomirem jak pojechałam w niedzielę,to urodził sie we wtorek,"przy pomocy" oxy- masakra...:-(.Z Maksiem niewiele lepiej było,bo tez cała doba...Teraz,przy Amelce I faza trwała jakieś 15 godzin...i decyzja lekarza o CC juz "na finiszu",bo tętno jej słabło w czasie skurczu (okazało sie potem,ze pępowina przy główce jakos była- nie owinięta,ale ucsikana).I wtedy taki żal poczułam- bo co innego,gdyby na początku porodu.A tu juz rozwarcie prawie pełne,namęczyłam sie i nacierpiałam,a oni chca CC ...oczywiście bez gadania się zgodziłam,bo dziecko najważniejsze.A że przed przyjściem anestezjologa poczułam parte,to połozna kazała mi spróbować.No i udało się,Amelka wyskoczyła sobie szybciutko bez żadnych komplikacji- gdyby nie te skurcze I fazy- koszmar,za każdym razem koszmar i nikt mi nie powie,że jest inaczej i że o tym sie zapomina- to poród "wymarzony".Ja tak mam,ze te "parte" to dla mnie jak wybawienie- nie są bolesne,samo urodzenie dziecka to pikus w porównaniu do "rozwierania się".
Justysi Dobranocki wszystkiego naj
:-).
Musze kończyc,bo moje mniejsze słoneczko swoimi krzykami obudziło to większe;-):-)