Witajcie mamuśki.
Wczoraj tak jak pisałam byliśmy na imieninach i było super.Posiedzieliśmy od 19.00 z minutami do północy.Mama nakarmiła małego,przebrała i uśpiła.My wcześniej tylko go wykapaliśmy.Moja mama to skarb,mówię Wam...a mały ją uwielbia,cieszę się że ja mam.Mały przespał całą noc do 7.00,zupełnie jakby wiedział że mamusia chce pospać po imprezce hehe.Za to dziś z rana ugryzł mnie w palec,aż do krwi.Normalnie ma zacisk boksera w tej małej szczęce

Jak tylko zrobiłam ałaaa-ubaw na maksa.
Co do porodu,to uważam że każdy przechodzi inaczej,bo kobiety i ich organizmy są różne.Ja całą ciąże szykowałam się na SN bez znieczulenia,nie przerażało mnie to jakoś strasznie.Za to jak wylądowałam w szpitalu na tydzień przed porodem to ogarnęła mnie maksymalna panika,bo słychać było bardzo krzyki rodzących dobiegające z porodówki.W dodatku raz jak weszłam na porodówkę na badanie widziałam jak położna wkłada łapę rodzącej wiadomo gdzie...i wtedy to juz wogólę jak zobaczyłam to od drugiej strony to bałam się bardzo.Jakby nie można zasłonić dziewczyny parawanem,nooo tragedia.ciśnienie mi się tylko podnosiło.Do końca nie wiedziałam jak bede rodzić,w końcu jednak lekarz prowadzący zadecydował o cesarce za co mu chwała na wieki.

Miałam zatrucie ciążowe,nadciśnienie,bóle w klatce piersiowej,mały nie ruszał się,nie wiem jakie było tętno-nie mówili mi a ja umierałam ze strachu o niego.Urodził się przez cc i był fioletowy jak śliwka,niedotleniony.Gdyby wywołali SN...nie wiem jakby się to wszystko skończyło.Pod koniec cesarki urwał mi się film,dostawałam leki na ciśnienie i na uspokojenie,a po...no cóż bolało,w końcu to operacja,ale da się przeżyć jak dają środki przeciwbólowe.Wstałam po 12 godzinach z trudem i łzami w oczach ale poszło,położna mi pomogła się wykąpać,przebrać w czystą koszulę.Po 2 dniach chodziłam wyprostowana i odczuwałam raczej ciągnięcie,już nie ból.Gdybym mogła wybierać to - tylko cesarka.NIe miałam skurczów,bo cc było robione 3 tygodnie przed terminem i dziękuję bardzo wcale bym nie chciała.
Kroma zdrówka dla Was i współczuję nocki.
Aniawa,mam nadzieję że z Twoim mężem dzis będzie lepiej.
Rysia ponieważ nie pisalam wcześniej,bo jakoś mnie zajął temat Twojej bezmyślnej teścioej to napiszę dziś - dużo,dużo zdrówka dla Twojej młodszej siostry.
Ida przykro mi że miałas taki poród,wiesz ja też drżalam o maleństwo i pamiętam stres i nerwy,ale ja miałamw końcu cesarkę.
Mała_MI jak sie w ońcu przeprowadzicie na swoje z mężem to przeżyjecie drugą miłość,gwarantuję Ci.Także życzę wytrwałości i dbajcie o siebe nawzajem,żeby ta cała chora sytuacja w "waszym domu" (?) nie stłamsiła waszych uczuć do siebie. :-*
Roxanaka super,że Ci się udał tak fajnie dzień.
Dziulka kilka z nas już pisało,że nasze szkraby mają problemy z zasyppianiem i ze spaniem w nocy,albo że np po kapieli zamiast spać po jedzonku to nic z tego tylko zabawa,albo płacz.Także sama nie jesteś.U nas skok na 99 %.;-)
Dawidowe ja nie wiem co dzieciaki mają z tym kaszlem.Moja mama jak kaszlała to mój Krzys tez ja naśladowal,a jak po jakims czasie mój mąż był chory i też strasznie kaszlał to młody miał niesamowity ubaw.
Dobranocka gratulacje i wszystkiego naj,naj dla Was.I mam nadzieję,że się dobrze czujesz i wszystko u Was ok.
Dorisku kochany super,że u Ciebie super

Beti fajnie,że nad jeziorem zabawa się udała.Sieszę się,że jesteś i piszesz.:-)
Kania współczuję nocki (znowu!).MIałas 11 godzin porodu? Jeju ja się ciesze że jednak musiałam mieć cesarkę.
cass super wieści,bardzo się cieszę i zaglądaj do nas,bo oczywiście że pamiętamy.
Strip helooo :-) Coś mi mówi,że jednak jakieś sensacje są hehe,pozytywne....;-)
Juaska wszędzie chyba taka pogoda,w świętokrzyskim leje i zimno jak na jesieni,nic się normalnie nie chce.Narobiłaś smaka na kawkę to idę do kuchni...na kawkę nr 3.
