Cześć dziewczyny,witam się po Świętach.Było dziwnie,atmosfera jakaś taka jak nie w święta.Teściowa przyszła na wigilię wstawiona,godzinę spóźniona czym skutecznie zepsuła mojemu mężowi humor,syn męża był u nas ale na Wigilii tylko godzinę,bo tyle miał czasu,mój brat z bratową i córką przyszli spóźnieni o ponad 1,5 godziny,teściowa wyszła bardzo szybko,wszyscy się mijali,nie było atmosfery,a przez to że każdy tak przychodził o innej godzinie to my z mamą ciągle przy garach bo trzebabyło podgrzewać dla tych co przyszli,ehh.Jakby nie mogli powiedzieć wcześniej,że mają drugą wigilię,przecież zawsze mają i jakoś zgrać godziny wcześniej.Bratanica była chora,tzn niby własnie skończyła chorować,ale kaszlała i kichała czego efektem jest choroba mojego syna!Rozchorował mi się w drugi dzień Świąt,katar niesamowity,nocka nieprzespana,temperatura,wczoraj była u nas w domu lekarka - zapalenie górnych dróg oddechowych.Na ten moment oskrzela i płuca czyste,ale zaczyna mi kasłać więc nie wiem jak to będzie się rozwijać.Pierwsza nocka z katarem była straszna,do 4 rano prawie cały czas maly spał mi na rękach,budził się co chwilę i płakał,ściąganie i psikanie do noska to jakaś masakra.Przez piętnaście miesięcy mieliśmy tylko trzydniówkę,nie chorował,więc przyszła pora i na nas,ehh:-(W dodatku jest mi przykro bo bratowa się na mnie obraziła,że powiedziałam iż ich córa zaraziła Krzysia:-(Przecież nie powiedziałam tego zlośliwie,tylko stwierdziłam fakt.Jakbym wiedziała,że tak mnie zrozumie to nic bym nie powiedziała.W efekcie w drugi dzień świąt brat przyjechał do nas sam na obiad,bez córki i bez mojej bratowej.Nie rozumiem sytuacji,przecież i tak już bardziej by go nie zaraziła więc mogły spokojnie przyjechać.
Mały się budzi,musze uciekać,narazie tyle
a i zdrówka dla wszystkich chorowitków!