reklama

Październikowe Mamy 2010

Joli77 szpital na peryferiach widzę że wszędzie, więc i u Nas się zaczęło...
To u Gabi by tak szybko wyszło, jaki jest okres wykluwania się???
A toną prania się nie przejmuj, przecież pralka wszystko wypierze a co do dywanów to może ściągnij.
 
reklama
Kania - z tą ospą to od 7-21 dni .U nas Kamila ma już 10 dni.a dywan mam jeden i tak jest taki zasyfiały że jak się przeprowadzimy do nowego domu to go wywalę .
 
Joli, tak myślałam że może tyle trwać ale nie byłam pewna. Więc dywan zwiń w kąt i miej go daleko w poważaniu, chyba że masz zimną podłogę? Ja w sumie też miałam jeden ale teraz Oliwii w pokoju też położyłam taki mały ale fajnie się go odkurza więc luz. U siebie mam taki z długim włosem i nikomu nie polecam, bo dawno bym go już wywaliła.
 
Joli nie pomyka bo ja nie mam jakoś mocnego ciśnienia. Spokojnie i stopniowo. Nie miałam ciśnienia ze smoczkiem i co poszło w jeden dzień. Mam nadzieje że i z pieluchą będzie łatwiej. Kolezanka martwiła się i też w ciągu tygodnia małą w ciągu dnia odpieluchowała. A potem w nocy się artwiła jakto będzie i poszło dosłownie w jedną noc. Poprostu dziecka nie ma co popędzać. Było już tak że sama sikała i pieluchy były puste a teraz się cofneła wiec może idzie w dobym kierunku.
A do nocnika umie robić tylko wołać się panience nie chce bo przecież po co.

Kania dziś o 5,30 już się tak nie cieszyłam jak Laura mówiła że chce spać i zostajemy w domu. Cała drogę jeszcze pytała czy nie wróciy do domku
Zdówka dla Olisi
 
Dawidowe- ja też jej do niczego nie zmuszam , przyjdzie czas że będzie wołała siku.Ale mam porównanie ze starszą która załapała w wakacje jak skończyła dwa lata. A Gabi nie załapała przez 2 miesiące wakacji.dałam spokój ale teraz mam wolne to znowu próbujemy może a nóż się uda.;-)
 
Dawidowe to moja o dziwo dziś spała do 8 ale z pobudkami nocnymi, częstymi i non stop teraz gada przez sen...
Joli najważniejsze nie zmuszać, u Nas długo to trwało, jeszcze w nocy śpi w pieluszce ale w dzień woła.

Spadam do łóżka bo już pobudek było sporo...a brzuch mam twardy jak kamień.
Na zgagę pomógł mi gaviscon ale dzięki za info o innych sposobach.
 
Ostatnia edycja:
Kania Moja dziś o 3 powiedziała że chce mleko i iść do żłobka. Kazałam jej spać i zasnęła za to o 5,30 już nie chciała tak bardzo iść;-).
A długo zdarzały się wpadki w dzień?
 
witam wieczorem. dlugo smecic nei bede. w nocy nei spalam wcale prawie - stres i nerwy... rano pojechalam sie uzerac i drzec morde do francuskiego zusu o papiery mamy ktore musialy byc na jutro gotowe a wszelkie agencje pozamykane poza JEDYNA na caly Lyon. poza tym u nas spadl snieg i czekalam na tramwaj 40 minut zla niewyspana zestresowana, wiedzialam ze mama juz na stole operacyjnym a ja nic nei moge zrobic... najchetniej warowalabym jak pies pod drzwiami.... w koncu sie wscieklam i pojechalam taxi zalatwic sprawe do tego jedynego zusu i tak darlam ryja ze mnie bez kolejki zalatwili ( a ludzi bylo ze czarno!!!). wrocilam do domu zjadlam kawalek lazanii w biegu i do szpitala. wm iedzyczasie dzwonili mi ze juz po operacji jest mama na sali wybudzen ze wszystko ok. jak poszlam do niej to juz byla w swoim pokoju. odlatywala co chwila. gadala ze mnai odlot, i tak caly czas. podlaczonap od kroplowki i tlen. ja zas jestem wyprana emocjonalnie tak ze usnelam u niej na krzesle... padlam na ryj.
a operacja to na haluxa miala. niby niewielka operacja ale dosc ciezka i dlugotrwala. jutro prosto po robocie odbieram mame i zawoze do domu i wreszcie odpoczne od dzwonienia i latania po lekarzach... bede meic urwanie glowy bo zakupy jakies bede musiala jej podrzucic czy cos.

a tak wogole to u nas spadl snieg cale 5 cm i od razu paraliz komunikacji... ja auta nie bralam bo moj mozg nei funkcjonowal dzisiaj normalnie....

jak wrocilam wieczorem zrobilam jeszcze obiad - ziemniaki i kielbase w czerwonym winie... jak Leane wsuwala!!!!! nie myslalam ze jej bedzie smakowac! potem taca serow ( BETTI mysle o tobie hahaa) i moje dziecko zapragnelo najbardziej smierdzacego sera. mowie jej ze jak go ze to ja chyba sie przezegnam... no i sie przezegnalam.... jak jutro bedzie baczki puszczac to ja uciekam z domu:)))

jutro wieczorem ide na 2h na zumbe... dam z siebie maksa....doczekac sie nie moge.
 
reklama
Dziulka, na szczęście Dania pod wzgledem serów mnie pozytywnie zaskoczyła (wina zresztą też:tak:- ja zawsze myslałam, ze Duńczycy to piwo i piwo, a okazuje się, że "nauczyli się" pić wino , więc problemu z tym nie ma.Pewnie, ze to nie Francja, gdzie wybór (i ceny:sorry:, ach...), ale jakoś da się przezyć.).Nawet ostatnio w pobliskiem miasteczku otwarto "fromagerie", i nawet niektóre francuskie można tam dostać:tak:.Pewnie, że to nie to samo, co Francja, no, ale cieszmy się z drobnych łask, bo pod innymi wzgledami to z jedzeniem w Danii "bida":no::-(.Mają mały wybór, wędliny to nawet Duńczycy twierdzą, ze niejadalne, ryby też tylko łosos, flądra i śledź (jak marynowany, to na słodko, innego nie dostaniesz, no, chyba, ze do Lidla "rzucą" niemieckie ).Z wyborem warzyw i owoców tez cienko...Nie ma porównania z polskimi sklepami, nie mówiąc o francuskich...Z przypraw to znają sól i pieprz, no i gotową mieszankę curry...Fakt, ze to, co mają w sklepach jest dobrej jakości, w porównaniu do Polski .No, ale monotonnie....Człowiek tęskni za tym wyborem, jaki miał w Polsce.Śmieszne, nie?Polska niby taki "biedny " kraj, ale jeść umiemy lepiej:tak:.

Ja wczoraj "cwile grozy " przezyłam.Akurat wypadł dzień "legestue", w ktorym nie wozimy Amelki do niani , do domu, tylko do sali zabaw w pobliskim miasteczku.U nas co dwa tygodnie kilka niań ze "swoimi" dzieciaczkami spotyka się w takim "przechodnim żłobku".W sensie, że jest wyposażony jak normalny żłobek, wszystko dzieci w nim mają,wielka salę zabaw z fajnymi urządzeniami, tylko co dzień inna "ekipa" niań z dziećmi go "okupuje".No, więc zawieźliśmy Amelkę , z wózkiem do spania (niby maja tam "komunalne", ale szczerze mówiąc, wolę zawieźć cały wózek, niż "bawić się" w wyciąganie całej pościeli, tych wszystkich materacyków, spiworów, kocyków itp.).Potem m. miał jechac z szefem po jakąś maszyne, która on kupił, az na Zelandię. No, ok. Ale jak o 15.30 jeszcze go nie było, na telefony nie odpowiadał, to juz cała w nerwach byłam.Tu śnieżyca, waliło równo, ze ledwo co było widac, Amelka 4 kilometry stąd, do 16.30 trzeba ją odebrać.W końcu o 16.00, jak nadal znaku zycia nie dawał, poszłam do biura, do naszego drugiego szefa, Kevina, i mówie mu, że mam problem i potrzebuję jego pomocy, by mnie zawiózł tam, żebym na czas dziecko zdażyła odebrać.Wracać chciałam pieszo, bo on nie ma fotelika to raz, a po drugie , wózek by się nie zmieścił do jego małego autka.Kevin wielkie oczy zrobił, spytał, czy jestem pewna, ze dam radę wrócić pieszo z wózkiem:eek:.No, ale jakie miałam wyjście???? Na szczęście w ostatniej chwili, głupia, uswiadomiłam sobie, że przeciez nasze auto stoi w garażu :-):tak:.Więc pojechalismy naszym.Oczywiście, przy składaniu wózka i pakowaniu go do bagażnika kupa smiechu, bo zadne z nas nie umiało tego zrobić:zawstydzona/y::-D- zawsze to M. sie wózkiem zajmował, ja "pakowałam" Amelkę do fotelika. No, ale w końcu jakos daliśmy radę i szczęśliwie znalazłysmy się w domku :tak::happy:.
Miałam jeszcze tego dnia szkołę, no, ale w tej sytuacji musiałam zrezygnować, bo nie zdazyłabym, nawet, gdy M. już wróćił wreszcie.
Co za szczęście, że ten Kevin był pod ręką, bo nie wiem, co bym zrobiła...:no:...Nikt nie przewidział, że takie opóźnienie wyjdzie.Sam szef też musiał trzy spotkania odwołać, bo nie spodziewał się, że tak to wyjdzie.
Heh....to ja juz wolę nudę, niz takie "atrakcje";-):-D.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry