Ja z moim mam ciągle spięcia. Dziś byłam u psychiatry po zaświadczenie, że muszę mieć cc i powiedział to samo, co moja mama i to samo co sama widzę - jak będę walczyć krzykiem i pretensjami, to mąż będzie miał tylko większą potrzebę ucieczki z domu i zamknie się przede mną. Po moim to widać, bo jak krzyczę, to widzę, że się tylko wycofuje i milczy, a jak płaczę i mówię mu, że potrzebuję tylko przytulenia i trochę uczuć, to jest inna reakcja... Oczywiście próbuję rozmawiać normalnie, ale generalnie ja nie radzę sobie teraz ze swoimi emocjami, a on wraca do domu, gdzie jest takie napięcie, to ma ochotę uciec. Ucieka już od pół roku i zdecydowanie w tym przesadza, ale ja też przesadzam z uwieszaniem się na nim. Mój miał kiedyś pretensje o bałagan. Teraz już wie, że robię co mogę, ale ze względu na to, że ciężko znoszę ciążę i mam skurcze, to dużo nie mogę. Ale długo do niego docierało, że ja nie jestem w stanie tego porządku utrzymać... Teraz mam łatwiej niż ty chyba przez to, że mam anemię, wyglądam jak 7 nieszczęść, a jeszcze wczoraj jak płakałam, to mi krew zaczęła lecieć i siedziałam taka zasmarkana i zakrwawiona. Jakby nie było po mnie widać, że mi ciężko i bym o tym ciągle nie mówiła, to by to do niego nie dotarło... Myślę, że my potrzebujemy naprawdę dużego wsparcia teraz, a faceci tego nie ogarniają. Psychiatra mówił, że to kwestia też tego, że nie żyjemy w "komunach", jesteśmy tylko same z mężem i dziećmi. A kiedyś były babcie, ciocie, sąsiadki i wszyscy sobie wzajemnie pomagali. A kobiety siedziały ze sobą i mogły gadać całe dnie. I wysiadamy przy robieniu wszystkiego sami/same teraz.