Koniczynka93
Fanka BB :)
Ja do nosidełka mam otulacz ze smyka, fajnie pasy się przekłada, taki z kapturkiem. Wydaje się ciepły... Więc na okres zimowy jak znalazł, a w cieplejsze dni będę po prostu kocyk zarzucać na nosidełko 
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
ja też mam niby takie wyniki, że niedobór B12,bo mam hemoglobinę 12,3 a erytrocyty poniżej normy. Ale szczerze to całe życie miałam na badaniach krwinki z dużą zawartością Hb, w tej i poprzedniej ciąży miałam badany poziom B12 i był w normie, więc chyba po prostu taka uroda. Najważniejsze, że hemoglobina się podnosiMi się spać zachciało a do lekarza trzeba się zbierać
No mi hemo doszła na 11.8 ale erytrocyty nadal poniżej normy zobaczymy co powie lekarz .. A b12 nic nie działa wyniki nadal podwyższone na znak że jej brak.
Chyba szalików się noworodkom nie zakładaJa własnie tak kombinowalam, ze na wyjscie ze szpitala bedzie dobry taki ciut wiekszy pajacyk/kombinezon bawełniany, ale z podszewką. Do nosidełka, w ktorym będzie otulaczNo i nie mam szalika i czapki na jesień
![]()
Obawiam się, że ja w druga stronęTeż taki mam. Myślałam o takim cienkim kocykuale racja może za dużo. Ja na pewno będę matka przegrzewającą...
Nie wiem w jakim wieku ta położna, ale z moich obserwacji dzieci urodzone w latach 80 często były na mleku w proszku. Trochę moda, trochę zmiany społeczne polegające na tym, że młodzi opuszczali swoje domy rodzinne i mieszkali tam gdzie zakaldy pracy/uczelnie. Do tego "wszyscy" mieli pracę, więc świeżo upieczone babcie nie miały czasu wspierać swoich córek. Historia rodzinna: początek lat 70. , drugie dziecko, straszny zastój/zapalenie piersi, znaleźli w dużym mieście pana (!) od masowania piersi, mleko sikalo po ścianach i suficie, ale się udało, jakoś wykarmiła i nawet zarabiała jako mamka bo cały czas miała nadprodukcje. Za to w połowie lat 80.,rodzi się w szpitalu mój przyszły mąż, teoretycznie powinni być traktowani po znajomosci. I młoda mama słyszy, że ma sutki nie takie i że co ona się będzie męczyła i głodziła dziecko - butelka! Żadna kobieta z rodziny się nad tym nie pochyliła, miały swoje sprawy, a przecież w szpitalu po znajomości na pewno dobrze jej powiedzieli i właściwie mleko w proszku to wygoda i nowoczesność. Kobiety nie gadaly ze sobą o poronieniach, o trudach fizjologicznych, więc jak dla mnie to teraz jest dużo lepiej dzięki edukatorom i internetowi... Wg mnie problemy zawsze były ale inaczej się do nich podchodziło...A jeszcze w temacie laktacji to położna powiedziała ciekawa rzecz. Że jak ona rodziła dzieci, to nikt nie uczył jak przystawiac do piersi, nikt nie pokazywał pozycji, nie było doradczym laktacyjnych a dziewczyny które rodziły dużo rzadziej miały problemy z karmieniem. Jakby nam z pokolenia na pokolenie instynkt zanikał. I ja powiem szczerze nie mam żadnego instynktumyśl o tych ssakach podłączonych do mnie jest jakaś dziwnie szalona i absolutnie mnie nie zachwyca
moja tesciowa mogłaby bez końca rozpływac się nad tym jak to ona karmiła mojego męża ( ja przy tych opowieściach widzę oczyma wyobraźni tego mojego prawie 2 metrowego chlopa przyssanego do jej cycka i muszę wyjść z pokoju bo mnie rwie na wymioty
).
Nie jest to na pewno prawda, że kobiety kiedyś karmily bez problemu a teraz nagle kłopoty. Moja mama ani mnie ani brata nie była w stanie karmić dłużej niż 3 miesiące, bo nie miała mleka a my ponoć gardzilismy tym co miała. A co Wy sądzicie o naszych instynktach macierzyńskich?
no to ciekawe, moja teściowa nie karmiła ani mojego męża ani szwagra, jeszcze opowiadała jak to w szpitalu dostała "na wszelki wypadek" receptę na mm i kupili je w nocy zaraz po wyjściu dali szwagrowi 30 ml mleka (zalecana porcja dla noworodka), on dalej płakał, to zrobili mu trzy(!) takie porcje i dopiero usnął. Dla mnie ta opowieść to jest zgrozaA jeszcze w temacie laktacji to położna powiedziała ciekawa rzecz. Że jak ona rodziła dzieci, to nikt nie uczył jak przystawiac do piersi, nikt nie pokazywał pozycji, nie było doradczym laktacyjnych a dziewczyny które rodziły dużo rzadziej miały problemy z karmieniem. Jakby nam z pokolenia na pokolenie instynkt zanikał. I ja powiem szczerze nie mam żadnego instynktumyśl o tych ssakach podłączonych do mnie jest jakaś dziwnie szalona i absolutnie mnie nie zachwyca
moja tesciowa mogłaby bez końca rozpływac się nad tym jak to ona karmiła mojego męża ( ja przy tych opowieściach widzę oczyma wyobraźni tego mojego prawie 2 metrowego chlopa przyssanego do jej cycka i muszę wyjść z pokoju bo mnie rwie na wymioty
).
Nie jest to na pewno prawda, że kobiety kiedyś karmily bez problemu a teraz nagle kłopoty. Moja mama ani mnie ani brata nie była w stanie karmić dłużej niż 3 miesiące, bo nie miała mleka a my ponoć gardzilismy tym co miała. A co Wy sądzicie o naszych instynktach macierzyńskich?