No nieźle ale macie zawrót głowy!!!!
Ech o żłobkach też nic dobrego nie słyszałam.. no ale do przedszkola trzeba malucha puścić.. . Ogólnie gdybym pracowała poza domem to też bym się zdecydowała na niańke. ALe z racji że nas tyyyyyyyyyyyyyle razy okradano i niestety ale nie ufamy polakom (mamy 5-cioro znajomych którym tylko ufamy) to babcia by mogła się tylko mała zająć.
Ech, niestety będąc tutaj bardzo staliśmy się czujni zanim przyjechałam do Roberta to okradziono go 3 razy z ciężko zarobionych pieniędzy i jeszcze grożono mu że go zabiją. A jak przyjechałam to kilka dni później okradli nas ze sprzętów, komputera który jest głównym źródłem naszej pracy, boksów i innych takich.
Od tamtej pory żaden polak (poza tą 5) nie wie gdzie mieszkamy, nawet w miejscu publicznym jeśli są gdzieś polacy nie rozmawiamy po polsku...

To jest przykre, ale oni uważają że skoro mój Robert pracuje cały dzień za biurkiem to nic nie robi, a oni biedni na budowie mają dużo pracy... . Poprostu to jest zazdrość bo gdzie tutaj się nie pójdzie to zobaczy się polaka z piwem. Oczywiście nie mówię o każdych tylko o tym marginesie co niestety głównie tu przyjeżdża i niszczy nam reputację.
A co do obiadków to my jemy o 18 nazywam to obiado-kolacja. Robert kończy o 17:30 .. 30 minut zajmuje mu dojazd przez korek bo na pieszo to jakieś 20 minut spacerku no ale z niego jest leń ;D.
O kurcze ale się rozpisałam! 8)