Kasiurek - warunki w szpitalu fatalne. Żeby się nie można było normalnie wykąpać to jakaś makabra.
Ivi - jestem w szoku. Ostatnio nie oglądałam wiadomości i moja wiedza zatrzymała się na porwaniu dziecka. Tak bardzo współczułam rodzicom, a tu się okazuje, że to matka. Nie wyobrażam sobie, żeby w razie wypadku nie pojechać do szpitala, nie próbować ratować dziecka, tylko je porzucić. Coś potwornego - chyba, że ta kobieta jest psychicznie chora - tylko to mogłoby ją wytłumaczyć, ale perfidna wersja z porwaniem chyba temu zaprzecza.
Ja pamiętam, że skurcze porodowe w ciąży z Emilką były zupełnie inne od przepowiadających. Po prostu wiedziałam, że to już. Przede wszystkim były bardziej bolesne, no i ja miałam od razu co 5 minut. Po jakiś czterech godzinach skurczów, gdy się nasilały i były już co 4-3 minuty pojechałam do szpitala. Bóle były i brzuszne i krzyżowe - w zależności od pozycji. Pamiętam, że inaczej bolało jak siedziałam, a inaczej jak stałam.
Miałam dzisiaj iść do dentysty na wymianę plomby, ale nie odpalił jej samochód i odwołano wizytę. Tak więc siedzę w domku i segreguję rzeczy do przeprowadzki. Mąż się zadeklarował, że pojedzie po Emilkę do przedszkola, więc dzisiaj cały dzień posiedzę w domku.