U mnie nie ma problemu z pseudo hodowlami - jak chcę kociaki, to po prostu nie zabezpieczam kotki, która i tak chodzi własnymi drogami; że nie wiem z jakim kocurem nagoni, to mi akurat nie przeszkadza - i tak wszytko dachowce. Obecnie moja kotka będzie wysterylizowana, bo więcej kotów na razie nie chcę, a znudziło mi się szukanie nabywców na kociaki. Jak moich zabraknie (na wsi koty giną niestety dosyć często - przepadają bez wieści <może lis, może myśliwy> nie upilnujesz, bo w mieszkaniu zamykać nie chcę), to na wsi zawsze znajdzie się jakiś kociak do adopcji.
U mnie większą zmorą są miastowi właściciele (bez urazy do nikogo) - zwłaszcza jeśli chodzi o psy. Też ich miałam kilka - wszystkie przybłędy, które trafiły do swoich właścicieli zapewne pod choinkę jako słodkie szczeniaczki, a jak urosły i w dodatku rodzinka postanowiła się wybrać na urlop, a nie ma co zrobić z psiakiem, to się wybieramy na wieś i porzucamy psinę byle gdzie. Cholernie mnie to wkurza, bo i co takie zwierzę winne, ale taka jest rzeczywistość. Z początkiem wakacji zawsze roi się u nas od porzuconych psów.
Moją kotkę też znalazła moja mama na drodze - z dala od wszelkich zabudowań, a maleńkim kociakiem była i wyraźnie nauczona do zabawy z dzieciakami. Najwyraźniej też się komuś znudziła. A dla mnie jeden kot to mało, ale trzy wystarczą w zupełności. Choć jestem taka, że każdego zwierzaka bym przygarnęła, no ale jakaś granica też musi być.