Cześć - poszalałyście dzisiaj z tymi postami (jak za dawnych czasów ;-)

). Ale udało się nadrobić. To po kolei...
tricia witaj w kraju - super, że podróż minęła przyjemnie - oby pobyt w domu był jeszcze fajniejszy:-)
Perelandra trzymam kciuki, co by u Ciebei remont sprawniej i żwawiej przebiegł niż u mnie
Angel mnie też często dopada wilczy głód - i jak czegoś nie zjem, to umieram po prostu; wychodzę z założenia, żeby słuchać potrzeb własnego organizmu i jakby zaszła taka potrzeba to pewnie bym wciągnęła konia z kopytami i podkowami jeszcze na deser ;-)
ivi -
zdrówka dla Tymka, tak samo jak dla
moniki i atomowki, Bozienki i każdego, kto nie jest w 100% zdrowy
Ja zaczęłam nawilżać powietrze w domu (jakiś pojemnik z wodą w okolicach kaloryfera), o czym wcześniej notorycznie zapominałam i jest spokój. Codziennie też łykam rutinoscorbin i jak na razei cieszę się zdrowiem.
mata widzę, że też czeka Cię rozprawa okienna

- ja tam planuję takową rozrywkę na jutro, razem z szorowaniem podłóg
tunia ja ruchów nie liczę - po prostu czuję Dzidzię, to się nie martwię; zmartwiłam się dziś rano, kiedy sięgałam po pojemnik na mak (najwyższa półka w domu, całkiem z tyłu) - trochę się przy tym naciągnęłam tak, że cały bok mnie bolał, ale jak poczułam , że dzidzia się normalnie porusza, to się uspokoiłam i już nawet o tym nie pamiętam - ale oczywiście będę teraz bardziej uważać na takie rzeczy i nie robić więcej podobnych głupot
Manta ten proszek, o którym była mowa to persil sensitiv (jak mnie skleroza nie myli :-))
Kochana taki mam zamiar. Dobrze że mam jeszcze inny fach w rekawie

w ostateczności zajme sie swoją działalnoscią

teraz dzieciatko i ja najważniejsze. powoli mija mi złość....
Współczucia, ale dobrze że się tym nie przejmujesz (już). Życie bywa podłe (a przynajmniej podłych ludzi zdarza się nam spotykać), ale może to i lepiej. Zawsze mówię, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - może po macierzyńskim uda Ci się znaleźć znacznie lepszą pracę, albo własny biznes da Ci pełną satysfakcję? Głowa do góry - teraz skupiamy sie na nas i naszych skarbach ;-)
--------------------------------------------------------
A ja zaliczyła fryzjera, kupiłam prezent dla małża (książki ze Star Wars - do kolekcji), zrobiłam resztę zakupów, wróciłam padnięta, bo przez miasto też już się toczę z uczuciem bycia słonikiem (taszczenie tylu kilogramów jednak nie jest moim ulubionym zajęciem).
Do domu wróciłam głodna jak wilk, ale nie znalazłam nigdzie konia z kopytami, więc zadowloiłam się schabowym z dodatkami, poprawiłam bananem, a teraz dalej jestem głodna, więc pewnie zaraz pójdę poszukać czegoś sensownego na ząb.
Choinkę u mnie ubierało się zawsze w Wigilie rano, ale od kilku lat ze względów organizacyjno - technicznych ubieramy drzewko nawet do tygodnia wcześniej. W tym roku zażyczyłam sobie drzewko na środę (wcześniej za dużo bałaganu jeszcze), a ubieranie w pełni świadoma ryzyka, jakie niesie następująca decyzja, chyba powierzę dziadkowi (kiedy my będziemy u rodziny M).
Jutro mam nadzieję zająć się jeszcze dekoracjami, ale to znaczy, że za chwilę (juz nieco odsapnęłam) musze dokończyć sprawę kurzów w kuchni i łazience i będzie gitarrra :-).
Jeszcze popatrzę co nowego w pozostałych wątkach i do roboty marsz!