Ojjj to u mnie bylo naprawdę wesoło i postaram się przetoczyc kilka chwil

Poród miałam wywoływany, więc tak jak lekarz kazał bez skurczy i bóli pojechałam we wtorek 9.12.2008 do szpitala. Byłam spięta, że mam kłamać w izbie przyjęć , że rodze. Mój mąż był tak przejęty, że jak wskoczył na ip to od razu mnie przyjeli, a kobitke , która miała skurcze co 10 min. kazali czekac. Połozyli nas na porodówce, mój M ciągle przy mnie. Tak więc leżałam caly dzień ( od 8.00 do 20.00) na porodówce pod krplowka na wywolanie i niestety nie podzialala- przeszlismy z M 2 porody w między czassie, więc on juz wiedział co go czeka, był aż zielony tak sie nasłuchał jak kobitki krzyczały. Jak wiadomo nie urodzila, a moj lekarz powiedzial, z w czwartek juz na pewno. Tak więc zwarta i gotowa prosilam synka, zeby wreszcie sie troszke ruszyl i pospieszył.
W czwartek moj M przyjechal na 8.30, ja juz po lewatywce na porodowce i pod ktg. Skurcze minimalne, ale rweszcie coś

Zaczęlo się!! Lekarz przebił mi pęchęrz, a bole zaczęły się po 10 min. - ostrzegł mnie, że wywoływany porod niemilosiernie boli i, żebym sie przygotowała na niego.
Przychodzi do mnie, patrzy na ktg i pyta: "i jak Pani Sandro?" jednoczesnie patrzy na monitor ktg JA: " coś pan widzi?" ON: " widze, w koncu mam okulary" - rozbroil mnie tym bardzo

Mój M bardzo dzielny oddycha ze mna, ja juz mówie , że wychodzę, nie rodze i mam dość. Gdyby nie on to bym naprawdę strasznie zniosla porod.
Jak juz sie zaczelo, synek schodzil do kanalu powiedzialam, ze nie bede lezec tylko chce wsdtac- tak wiec wstala, a polozna kazala mi przy kazdym skurczu kucac- wszyscy se smiali, a przy porodzie byloi chyba z 10 osob- stazystow, lekarzy, studentow, bo mój M zamiast mnie podtrzymywac kucal ze mną

hahaha
Ciągle mu przypominalam, zeby on mi mowil o oddychaniu, bo zapominlama i krzyczalam

Tu lekarka do niego, zeby zobaczyl wloski na glowce- on prawie zielony, ale dumny
Najsmieszniejsze bylo chyba juz jak urodziłam i synka zabrali do wazenia i mierzenia. Iniu do mnie, że zaraz będę rodzic łożysko, ale na spokojnie, po czym moj lekarz- elegnacko ubrany, bo konczyl zmiane, a mial mnie tylko szyc i byc przy porodzie krzyczy, ze lozysko sie rodzi i w osotanim momencie zamiast je lapac patrzyl sie tylko i zlapala je stazystka.
Jak mnie zaczynal szyc poprosilam o lusterko, bo chcialam widziec, ale powiedzieli, ze nie maja takiego duzego, zebym cos zobaczyla...i tak wszyscy na porodowce znaja mnie świetnie i zapisalam sie w ich pamięci

Powiedzilei, ze jak bede rodzic drugie dziecko specjalnie dla mnie zaopatrza sie w lustro.
To tak sie rozpiasalam, moze nie oddaje tego co bylo narawde, bo ciezko jest opisac swoj porodo, ale mam nadzieje ze chociaz troszke bylo zabawnie, bo my do tej pory smiejemy sie z naszego rodzenia

M byl dzielny , ja dalam rade, a calosc trwala 3h 10min

4 szwy