kocham ten watek, nawet moje porody dzieki niemu nabieraja charakteru milego wspomnienia ;-) ciezko bylo wszystkie trzy razy, ale ten ostatni porod najbardziej dal sie we znaki, bo pierwszy raz rodzilam bez znieczulenia. ale smieszne bylo to, ze caly porod doslownie podskakiwalam i trzeslam tylkiem, az przychodzily polozne z innych porodowek ogladac, jak ja tancze shake'i jak z dancehallu ;-) wyobrazcie sobie laske w t-shircie meza ledwo zakrywajacym tylek, podkakujaca i jodlujaca "o k....!!!!!" w miare narastania skurczu
i kapalam sie jakies 7h z calego porodu - wyciagneli mnie spod prysznica dopiero 2h przed finalem, a tak to wychodzilam na chwile tylko, do badania

moj maz zasypial i gral na komorce, hehe, a ja spiewalam (wiecie co) i skakalam na pilce pod prysznicem. az pewnej chwili mowi do mnie "po co ty mnie wolalas, jak nawet ze mna nie gadasz, po co ja tu jestem!" (myslalam, ze mu przywale

)
ale i tak najlepsze jest to, ze jak juz w koncu doprosilam polozna, by mi przebila pecherz plodowy (mialam 6cm rozwarcia tylko, a meczylam sie juz ponad 10h), to mlody urodzil sie w kilka minut. polozna przebila pecherz i mowi: to teraz zobaczymy, co sie bedzie dzialo, moze to rozwarcie ruszy w koncu. ale nie minela minuta jak ja zaczelam sie wyc wnieboglosy 'zabijcie mnie' i takie tam, ze chce kupe itp itd, jak polozna podeszla to sie przerazila - pelne rozwarcie, glowka wychodzi :-) ona sama przyjela porod, nie zdazyla zawolac lekarza, doslownie salowa jej pomagala ubrac fartuch, nastawic lozko, podac lignine itp ;-) no kilka minut i malenki od razu otworzyl oczka i popatrzyl na mnie :-) nie wierzylam i nie wierze do dzisiaj!
i chociaz obiecywalam sobie w trakcie porodu, ze juz sie wiecej nie dam w to wrobic - to juz marze o czwartym

a raczej o czwartej ;-)