Z tym siusiakiem to nigdy nic nie wiadomo;-)(...) przecież po porodzie jej nagle siusiak nie urośniedalej bedzie tą sama kobietą !

Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Z tym siusiakiem to nigdy nic nie wiadomo;-)(...) przecież po porodzie jej nagle siusiak nie urośniedalej bedzie tą sama kobietą !

Hasło " coś co rodzi " kojarzy mi sie z rolą krowy rozpłodowej , której jedynym zadanie jest właśnie ... rodzenie , to bardzo niefortunne hasło i wydaje mi sie że żaden kochajacy mąż w życiu by tak o swojej kobiecie nie pomyślałPrzecież on pewnie zauważył że ona jest w ciąży, a kolejnym etapem ciąży jest poród i obawiam sie że każdy facet o tym wie ...


i jaj dobrze ze my mamy "tych" facetow
;-)
się bardzo cieszę że był przy mnie a i on twierdzi że nie mógłby siedzieć w domu albo na korytarzu chciał tam być i żałuje jedynie że nie mógł przeciąc pępowiny


bezsilność jest, ale myśle że jak facet ma świadomość że sama jego obecność wspiera kobiete to jest ona mniejsza chociaż to prawda że niektórzy mężczyzni sobie z tym nie radzą
moim zdaniem najważniejsze jest to żeby to była decyzja podjęta bez nacisków, przegadana omówiona ale nie wymuszona
trzymam kciuki na pewno wszystko będzie dobrze i świetnie sobie poradzicie:-)
ja rodziłam razem z mężem i myślę że to zbliżyło nas do siebie bardzo i dodało nam siły
Ja się długo zastanawiałam czy chcę miec partnera ze sobą. Chyba wolałabym matkę gdyby nie to że pewnikiem by zemdlała ;-) No bo w końcu nie wygląda to najpiękniej. Wiem, że to dosc płytkie myslenie, ale różne rzeczy się słyszy i troche się bałam reakcji R. na to wszystko. W końcu jednak był przy mnie. Może dlatego, że rodziłam w obcym krju i naprawdę przeogromnie był mi potrzebny ktoś na kogo bede sie mogła wydzierać po polsku ;-)
A zupełnie poważnie dziękuję Bogu, że wzięłam go ze sobą. Nie wiem co bym bez niego zrobiła. Poród trwał 26 godzin. Był bardzo cięzki. R. cały czas był przy mnie. Wbijałam mu paznokcie w ręke do kości niemalże. Ściskałam z całych sił, wrzeszczałam, żeby w tyłek sobie ten tlen wsadził, a on cierpliwie znosił. Zaprowadził mnie pod prysznic, pomógł się rozebrać, ubrać, bo nie byłam w stanie sama, prowadzał do łazienki, czuwał w nocy, kiedy ja po wszystkich mozliwych znieczuleniach spałam. Kiedy wreszcie Alek się wykluł dumny tatuś przeciął pępowinę, tak zaaferowany że nawet nie dał aparatu żeby fotkę cyknąc, potem tulił małego zaraz po mnie. Chyba dzięki temu trochę inaczej to wszystko teraz widzi. Tak więc nie żałuję i polecam ;-)


Wiecie co to prawda ze Nasze Kochane Chlopy;-) nasluchaja sie w tym dniu, nacierpia i nawet slowem sie nie postawia
, a jeszcze pomoga
, i dziwic sie ze to dla nich tez przezycie:-);-)