Ja tez rodziłam z narzeczonym, nie wyobrazam sobie ze mogloby go tam nie byc, pomagal bardzo, podtrzymywal na duchu, przypominal o prawidlowym oddychaniu, no i dbal o to, zeby mi nie zaschlo w gardle - przynosil wode mineralna 
Wsparcie mialam bardzo z jego strony, mimo, ze kiedys przy porodzie zmarlo jego pierwsze dziecko, balam sie, ze w czasie porodu nie da rady i wyjdzie z sali, ale byl ze mna do konca i bardzo milo to wspominamy - pomimo bolu ;-)
w momencie tatus obdzwonil pol rodziny, mimo, ze to byla godzina 00;26
gdybym byla sama, to wszyscy dowiedzieliby sie dopiero rano, czyli duzo po fakcie 
w momencie tatus obdzwonil pol rodziny, mimo, ze to byla godzina 00;26 

Babsztyl tylko sprawdził czy główka na dole i wszystko. Nawet serduszka nie usłyszałam. Jak tak będzie wyglądać opieka przy porodzie to chyba w łeb sobie strzelę. I tym bardziej mąż się przyda na sali, bo przynamniej będzie miał kto ich opierdzielać. Jednym słowem PORAŻKA!!!!!!! 