Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
. Było nas raptem 5 dziewczyn w różnym zaawansowaniu ciąży (jedna nawet ma rodzic za tydzień) jedyny warunek - II trymestr. Po długim czasie wkońcu i moja relacja porodu :-)
6 dni po terminie zostałam położona na oddziale patologii ciąży, aby częściej były wykonywane zapisy ktg i monitorowane przepływy. Nie uśmiechało mi się to szczególnie że był to piątek. Do poniedziałku dawali nam czas na samoistny rozwój sytuacji, a w poniedziałek po obchodzie miała zapaść decyzja raczej w kierunku oksytocyny. Weekend jakoś zleciał, nastawiłam się już wsumie na wywoływanie bo pomimo wychodzących skurczy na ktg naprawdę nic się nie działo. W poniedziałek od rana podekscytowanie, że wkońcu mała będzie z nami, po obchodzie i badaniach usłyszałam, że wszystko z dzidzią ok a u mnie brak gotowości porodowej i mamy czekać nawet jeszcze tydzień. Podłamałam się bo nastawiłam się na wywoływanie, ciśnienie mi skoczyło, położna co chwilę je sprawdzała a ono pomimo leków nie spadało bo ja coraz bardziej wkurzona byłam. Wkońcu mówię do nich, że jak ma mi ciśnienie spaść jak miała być konsultacja co ze mną zrobić, ewentualnie wywoływanie a tu zero informacji. Podeszła do mnie jeszcze raz lekarka z obchodu spokojnie ze mną porozmawiała i ustaliła oksy na wtorek 6.00. Wieczorem udało mi się zasnąć, a nad ranem wstałam taka podekscytowana :-) Najpierw ktg (na którym mała oczywiście spała i znowu problem bo z takim zapisem nie mogę iść na porodówkę, wkońcu jednak udało się ją obudzić), parę kroplówek i o godzinie 6 podążałam na porodówkę :-) Bardzo miła położna podłączyła mi oksy i ktg i czekałam na rozwój sytuacji. o 7 zmiana personelu- położna p. Bogusia baardzo miła, zgodziłam się też na obecność studentki, która też była bardzo fajna- można było z nią porozmawiać i co 15 minut sprawdzała tętno małej i dodatkowo moje ciśnienie. Położna jak mnie zbadała to stwierdziła, że trochę duża dzidzia jak na mnie- trochę mnie to zdziwiło bo ktoś po raz pierwszy zwrócił na to uwagę (wg usg miała mieć ok3300g- dlatego też nie chciałam już dłużej czekać z wywoływaniem bo wiedziałam że cały czas będzie rosła, a poza tym ktg i przepływy to tylko badania a tak naprawdę nie wiadomo jak jest jej w brzuszku ). Przed 8 przyjechał mężuś, później obchód- 1 cm rozwarcia, szyjka zgładzona :-) Ucieszyłam się, że coś się dzieje. Skurcze były wyczuwalne, ale każdy kto wchodził mówił, że nie wyglądam na rodzącą co było prawdą bo większość czasu śmialiśmy się i żartowaliśmy, a ja skupiałam się głównie na tym że jestem głodna ostatni posiłek jadłam wieczorem. ok 10 kolejne badanie sytuacja bez zmian :-/ pytam położnej co mogę robić żeby coś ruszyło, mówi spacerować więc chodzę z kroplówą. Od 12 przestaje nam być do śmiechu- skurcze co 2 minuty trwające minutę, zaczyna boleć położna proponuje piłkę, niewiele pomaga, ale bujam się na niej z nadzieją, że rozwarcie postępuje. Kolejne badanie i nadal sytuacja bez zmian i decyzja, że jeśli do 14 nic nie ruszy to będą działać. Przestajemy trochę wierzyć, że się uda i zaczynamy wręcz odliczać czas do 14. Moja gin 'wspomina' o cc i zostawia papiery do wypełnienia. Przychodzi ordynator na konsultacje- pytam jak rozwarcie czy nadal 1 cm, a on z żartem że właściwie to 1,2cm
przedstawia możliwe scenariusze. Od tego momentu wszystko dzieje się z prędkością światła- decyzja o cc. W biegu podpisuje papiery, R je wypełnia, położna mówi "buziak dla męża i idziemy', a ja na to "to kiedy my się zobaczymy" :-) Na sali mnóstwo pytań, kolejny skurcz, a po nim znieczulenie, którego bałam się najbardziej przed porodem. Wtedy nawet nie było czasu myślałam tylko o tym żeby się nie poruszyć- czuć było wkłucie wogóle nie bolało. Położyłam się na stole nogi zaczęły drętwieć, zasłonili mnie parawanem a ja się trzęsłam z emocji. Bardzo miła, młoda pani anestezjolog tłumaczyła wszystko i co chwilę pytała czy wszystko ok. Spytałam na jakim są etapie powiedzieli, że już mnie przecieli i później wyciąganie małej- fakt nieprzyjemne jakby mi ktoś chciał żebra złamać taki nacisk na klatkę piersiową. Wyciągnęli Zuzie, odsłonili parawan i mogłam dotknąć jej główki, była śliczna nigdy nie zapomnę tego widoku. Płakać zaczęła dopiero podczas odśluzowywania, mi wtedy też łzy poleciały. Na chwilę jeszcze kontakt policzek do policzka i pojechała z tatusiem do ważenia, mierzenia. Przewieźli mnie na salę i praktycznie za chwilę Zuzia była ze mną. 2 położne próbowały ją dostawić żeby chociaż trochę siary łyknęła i tu duży plus dla szpitala za to. Uruchamianie po cesarce nawet ok, później trochę gorzej bo chodziłam jak pogarbiona staruszka. Pobytu w szpitalu nie wspominam zbyt dobrze, ale to pewnie przez to że nie miałam pokarmu, Zuzia została ochrzczona na oddziale mianem głodzillli. Opieka ok, choć tak jak Dotkaa pisała wszystko zależy od zmiany- niektóre położne cudowne inne 'normalne'. Nam bardzo pomogły położne z noworodków jesli chodzi o przystawianie małej- na wszelakie sposoby próbowali. Trochę chaotycznie to opisałam więc jak coś to pytajcie.
Miałam super położną, pani Basia Kowalska, złota kobieta....Mąż był ze mną cały czas, prysznic i skakanie na piłce było dla mnie zbawienne....Skurcze parte mnie jednak wyko ńczyły-ponad 2h....W szpitalu byłam aż 10 dni, bo córeńka złapała zapalenie płuc przez bakterię z wód płodowych, także jeszcze zółtaczka była w międzyczasie, ale nas wyleczyli i już jesteśmy w trójeczkę w domku!!!!! Żeromskiego polecam w 100% !!!!poznałam tam cały personel: lekarzy i położne przez te 10 dni pobytu
Chyba za jakiś czas napiszę wspomnienia z porodówki 2013
Pozdrawiam wszystkie rozpakowane i te jeszcze przed :-)Witajcie dziewczyny:-)Dawno mnie tu nie było...Urodziłam 20.07 śliczną córeczkę! 3420 kg, 53 cm.Poród trwał 8h, SN, nacięcie i szycie było....Zaczęło się nagle w piątek, od rana skurcze przepowiadające, a o 2:15 w nocy przyszła na świat nasza niuniaMiałam super położną, pani Basia Kowalska, złota kobieta....Mąż był ze mną cały czas, prysznic i skakanie na piłce było dla mnie zbawienne....Skurcze parte mnie jednak wyko ńczyły-ponad 2h....W szpitalu byłam aż 10 dni, bo córeńka złapała zapalenie płuc przez bakterię z wód płodowych, także jeszcze zółtaczka była w międzyczasie, ale nas wyleczyli i już jesteśmy w trójeczkę w domku!!!!! Żeromskiego polecam w 100% !!!!poznałam tam cały personel: lekarzy i położne przez te 10 dni pobytu
Chyba za jakiś czas napiszę wspomnienia z porodówki 2013
Pozdrawiam wszystkie rozpakowane i te jeszcze przed :-)
Jak byliśmy na sali porodowej to mój mąż ściągnął sobie aplikację na komórkę do mierzenia odstępów między :-) Jeśli o takie mierzenie Wam chodzi to poszukajcie :-)
. Okazuje się że to nic innego jak ta ostuda(jak na brzuchu). Po prostu świetnie!!!
mam taki fajny brązowy trójkącik, który idzie po bokach nosa i nad górna wargą. Szorowałam to już ale nie zejdzie
ponoć może w ogóle nie zejść i trzeba albo do kosmetyczki iść albo używać wybielających kremów po ciąży. też tak macie????