Ja wolę szpitalu już nawet nie ze względu na siebie, ale na dziecko. Miałam idealną ciążę, bez żadnych zakłóceń, urodziłam pierwsze dziecko w 5 godzin, bez większych problemów. Franek urodził się zdrowiutki, ale miał jakąś dziwną wysypkę. W domu bym chyba spanikowała...:/ Musiałabym od razu wieźć go do szpitala, a to był środek zimy! Tam położyli go na obserwacji na 10 godzin, wysypka sama zeszła i było ok.
Ale właśnie - rodziłam 5 godzin, bo po 12 godz. od odejścia wód dostałam kroplówkę (zero skurczy, rozwarcie 2 cm i nie posuwało się do przodu). W domu pewnie męczyłabym się jeszcze bardzo długo, a dziecko bez wód płodowych mogłoby być zagrożone (dostałam w szpitalu antybiotyk przez te wody).
No i nacięli mnie, w domu pewnie bym pękła - i co wtedy?
Jak dla mnie za duże ryzyko - nawet jeśli ciąża, tak jak moja, przebiegałaby idealnie.