Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
zwłaszcza, że wcześniej gdzieś czytałam że jeśli czop odchodzi z krwią to poród powinien się zacząć w ciągu następnych kilku, kilkunastu godzin. Szybko tel do mojej gin ona na to że jeśli nie ma skurczy to nie panikować. Popołudniu byłam u niej na wizycie i ktg, stwierdziła, że wszystko ok. Za tydz była kolejna wizyta i ktg okazało się, że mam 1 cm rozwarcie ale brak skurczy. Za tydz rozwarcie 2 cm
i tak już chodziłam do porodu. Termin miałam na 1 października. 23 września miałam kolejną wizytę i ktg. Moja gin gdy mnie zobaczyła: rany, to ty jeszcze nie urodziłaś! :-) Powiedziała, że jeśli do trzech dni nie urodzę to mam do niej przyjść po skierowanie do szpitala. Wieczorem spokojnie nic nie przeczuwając położyłam się spać przed północą obudził mnie pierwszy skurcz,ale taki delikatny jakie miewałam wcześniej, ale odruchowo zegarek do ręki, następny za pół godziny, potem za 15 min, 10 min i tak gdy dojechałam do szpitala ok 1.30 były już co min. Na początek dłuuugi wywiad na izbie przyjęć i wredna położna. Uwierzcie mi myślałam, że ją uduszę, ja zwijam się na podłodze z bólu a ona do mnie pytania rodzaju: czy wciągu ostatnich dwóch tyg była pani u fryzjera, kosmetyczki, proszę podać adres
a do tego teksty typu co tak stękasz! Potem badanie przez lekarza, miałam 3cm rozwarcia, usg, lewatywa i na porodówkę gdzie już były super miłe położne, następnie znieczulenie zewnątrzoponowe i tak spokojnie sobie leżałam do 7.30 nie czując bólu, opiekę miałam świetną gdyż miałam prywatną położną. Od 8 zaczęło się parcie i to była masakra. Parłam godzinę i nic, mała nie mogła wyjść, pod koniec już błagałam, żeby mi ją jakoś wyjeli, albo zrobili cesarkę bo ja już nie mogę. Zlecieli się lekarze i położne (byłam jedyną rodząca w tym czasie w szpitalu) położna zrobiła mi cięcie (wcześniej pytał się o moją zgodę) a lekarka "położyła" się na moim brzuchu i mój maluszek wyszedł, 3570 g. Ogólnie porodu źle nie wspominam, nie uważam tego za jakąś traumę czy coś takiego:-) Teraz o porodzie jeszcze nie myślę, ale też się go nie boję. W końcu najgorszy ból w końcu mija. Dla mnie gorszy był połóg i dochodzenie do siebie , ale to już inna sprawa.
.
