Na sobote mam termin porodu i mimo 4 cm rozwarcia, miekkiej szyjki i coraz mocniej stawiajacego sie brzuszka zaczynam obawiac sie ze akcja porodowa sama sie nie rozkreci... Pierwszy porod mialam wywolywany w 41 tygodniu. Najpierw balonik potem oksytocyna i na koncu przebijanie pecherza. Zaczynam sie martwic bo po pierwsze wody plodowe byly zielone, wszystko skonczylo sie dobrze ale stres do konca porodu byl potezny. Czy jesli nie urodze w terminie moge prosic o wywolanie porodu w 40 tygodniu? Nie chce znow stresow zwiazanych z zielonymi wodami... Czy musze tez przy wywolywaniu godzic sie na oksytocyne? Przy pierwszym porodzie wogole na mnie nie zadzialala. Cierpialam kilka godzin a postepow porodu zero, dopiero ruszylo gdy zlitowali sie i przebili mi pecherz.