Ja to porodu jakoś się nie boje trzeba przetrwać i już. Z moich głupowatych obaw to: oby mi wody w łóżku nie odeszły bo mam nowy materac:-):-);-)
Mam to samo

Tylko że my śpimy na rozkładanym łóżku, które w dzień jest kanapą w dużym pokoju, więc jeszcze gorzej

Chyba koło połowy listopada zamienię się z Mężem miejscami, bo on śpi na części, która po złożeniu jest w pionie, dosunięta do ściany

Albo sobie jakieś ceraty podłożę

Bo niby te wody tak nie odchodzą hop siup, ale kto to wie...
Ja się jakoś dziwnie nie boję o zdrowie dziecka. Trochę mieliśmy z tym związanych nieprzyjemnych przejść w ciąży i wszystko się ładnie rozwiązało. Mam jakieś takie irracjonalne przekonanie, że nie może być źle.
Nie boję się bólu, ale swojej reakcji na niego. Wiem, że go zniosę, ale wiem też, że będę zniecierpliwiona, że tak długo trwa. Ale zawsze będę mogła zacząć odliczać sekundy, minuty, godziny - i jakoś pójdzie. W porodzie chyba najważniejsza jest perspektywa, że musi się w końcu kiedyś skończyć. I to prędzej niż później
