slub wezmiemy, w koncu go zaciagne do urzedu, tylko nie poki jestem w ciazy.Niestety co posiadane przed ślubem należy do majątku odrębnego. W momencie, gdy grunt należy do Ciebie, to wybudowany dom też będzie należał wyłącznie do Ciebie.
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
slub wezmiemy, w koncu go zaciagne do urzedu, tylko nie poki jestem w ciazy.Niestety co posiadane przed ślubem należy do majątku odrębnego. W momencie, gdy grunt należy do Ciebie, to wybudowany dom też będzie należał wyłącznie do Ciebie.
Można po ślubie wciągnąć do wspólnoty małżeńskiej u notariusza i jest jakby się dostało/kupiło po ślubieNiestety co posiadane przed ślubem należy do majątku odrębnego. W momencie, gdy grunt należy do Ciebie, to wybudowany dom też będzie należał wyłącznie do Ciebie.
Tak przez 5 lat nie opłaca się sprzedawać bo podatek jest wysoki.poki co nic z tym nie zrobie przezzzz 5? lat. juz nie pamietam dokladnie, w kazdym razie jesli jest to darowizna to musialabym zaplacic podatek gdyby miala byc na nas oboje to troche slaby interes![]()
A nie lepiej, żeby sam poszedlslub wezmiemy, w koncu go zaciagne do urzedu, tylko nie poki jestem w ciazy.
A nie lepiej, żeby sam poszedl. Nie wiem czy kwestie macie przegadana, bo może on nie chce ślubu?
my dopiero wzięliśmy ślub jak mloda miała 3 lata, nagle nam się zachciało
zorganizowałam wesele w 4 msc, bo nie dla mnie organizacja 2 letnia ślubu bo może by nam się odwidziało
![]()
Jeżeli działka będzie przedmiotem współwłasności, to dom również. Jeżeli działka będzie Twoja, to dom również wyłącznie Twój, niezależnie od jakiejkolwiek umowy, tego za czyje pieniądze będzie finansowany itp. Kwestia wzajemnych rozliczeń w takiej sytuacji to zupełnie oddzielna sprawa.Chyba istnieje coś takiego jak podział majątku i jego wspólnota. Moja jest dzialka-na papierze oczywiście, tylko moja ponieważ to darowizna. Jego będzie wkład w formie gotówki, która ma bo widzę ją codziennie na koncie (ispokajając domysły co niektórych)
Niestety w życiu mało kiedy układa się wszystko po myśli jak byśmy tego chcieli. Zawsze się trafią jakieś trudności. Z dziecka akurat powinnaś się najbardziej cieszyć, zobaczysz jak je pokochasz jak się urodzi. Nie ma co się teraz wszystkim zamartwiać, powinnaś skupić się na sobie teraz i dziecku aby nie doświadczało już stresów w brzuchu. Co do partnera nie chce cie straszyć ale raczej takie zachowanie do niczego dobrego nie prowadzi na przyszłość. Już mój kiedyś był leser i na mojej głowie była większość obowiązków a gdy pojawiły się dzieci to więcej marudzi niż robi. Mam z nim 2 malutkich dzieci i jak bym cofla czas to bym raczej innego ojca dla nich wybrała niż mojego mężaNaprawdę nie wiem czego oczekuje pisząc to wszystko, chyba muszę dać upust myślom. Nie wiem od czego zacząć, żeby nie było od środka... Będzie pewnie chaotycznie. Znamy się kilkanascie lat, po kilku okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego, po roku zażyłej przyjaźni weszliśmy w związek, tak leci sobie 9 roczek, ponad rok po zaręczynach. Od dawna planowaliśmy budowę domu i dzieci. No i ruszyła machina! W. Ubiegłym roku zaczelismy wiosna starać się o pozwolenie na budowę, trwało to, ale udało się, trzeba było zrobić zjazd na posesję, jednak ciężko było nam kogoś znalezc , jedna firma się zobowiązała, zrobiła kosztorys ale trochę jakby wodza nas za nos i stoimy w miejscu. Oczywiste jest, że za gotówkę niestety niewiele zrobimy więc konieczny kredyt. Plan był wstępnie taki, że rusza budowa i zachodzimy w ciążę. U mnie w pracy zrobiło się bardzo nieciekawie, przyslowiowa sodówa niektórym odbiła i zakrawało to o mobbing, ja nabawiłam się nerwicy i zapalenia żołądka... Nie spałam po nocach, kawa, energetyk, tryb zombie. Później uszkodzilam sobie kolano i trafiłam na rehabilitację, na l4- bardzo odetchnęłam psychicznie. W międzyczasie stwierdziliśmy że nadchodzi nowy rok, czas zmian, nasz rok, ruszy budowa od wiosny, więc odstawiłam tabletki anty. W listopadzie 2021 się udało!! Niestety kilka tygodni później poroniłam. Była załamka, momenty zwątpienia w moją kobiecość i wartość plus przykrość ze strony pracy gdzie kierowniczka wszystkim wokół rozpuściła ze specjalnie sobie dziecko zrobiłam bo nie chce mi się pracować (dostawałam gratulacje ciąży po poronieniu). Zdecydowaliśmy, że od razu próbujemy dalej no i się udało! Dziś jestem w 5miesiacu i... Totalnej rozsypce. Narzeczony oznajmił mi, że nie weźmiemy w najbliższym czasie kredytu bo wysokie oprocentowanie, ok rozumiem choć gdybym go nie przycisnęła to nie porozmawiałbym ze mną o tym. Do gościa od budowy zjazdu dzwoni już miesiąc... W końcu sama wysmarowalam do niego maila bo dwa razy nie zjawił się na spotkaniu. Cieszyłam się z wiosny i wspólnych wycieczek, tymczasem moja szyjka już się skraca i lekarz zalecił mi jak najwięcej odpoczywać jeśli chce donosić spokojnie ciążę, mamy też przez to delikatny zakaz na seks. Niby można, ale nie za dużo, nie za mocno... Zawsze czułam się słaba w te klocki ale teraz to jestem totalnie sfrustrowana, że nawet do tego się nie nadaje... Nawet chłopa zadowolić nie mogę... Czuje jakbyśmy przez to wszystko stawali się sobie obcy. Nie mam nawet komu się wygadać bo "przyjaciółki" wola albo wypić drinka i poimprezowac albo dają mi rady typu "no zacznij kompletować wyprawkę bo wiesz, że ten twój ci nie pomoże" SERIO?! dlatego odpuściłam sobie jakiekolwiek rozmowy z nimi. Boje się że skrzywdziłam bobasa decydując się o wydaniu go na świat. Wstyd mi ale w płaczu powiedziałam że żałuję tej decyzji. Czuje się nieszczęśliwa, jakbym wpadła w jakieś błędne koło. Brak mi czułości, seksu, spokoju, wkur*ia mnie fakt mieszkania z moimi rodzicami... wszędzie ich bałagan, nic nie może być po mojemu, pobudki o 6 rano, spać o 19... Jak dziecko podrośnie to gdzie będzie spać? Z nami? Bo o domu już ciężko mi choćby marzyć... Nie umiem tego sobie poukładać, a narzeczonemu mam wrażenie nic nie przeszkadza. Czas leci, on sprawia wrażenie niewzruszonego, nie widzi tego jak może wyglądać nasza przyszłość. Jest zawodowym kierowcą i pół tygodnia spędza poza domem, martwię się że zostanę z wszystkim sama. Próbowałam poruszyć z nim jakoś temat tego, że mi źle... Ale odpowiedziało mi milczenie, gdy go przycisnęłam okazało się że on nie wie o co mi chodzi... Nie wiem jak z nim rozmawiać. Nie wiem co robić. Dziś znow zaczęłam z nim temat i mamy rozmawiać, szukać rozwiązania gdy wróci do domu. Chciałabym móc to zrzucić na hormony ale to chyba nie tylko to. Niby mam dużo, jesteśmy zdrowi, mamy dach nad głową, dzieciątko jest zdrowego prawidłowo się rozwija... Jednak boli mnie to że chciałam innego życia dla dziecka i nas. Marzyłam o naszym domu, o tym że urzadze dziecku śliczny pokoik, będę mieć piękny salon i wielki taras a kiedy narzeczony wróci z trasy będzie uprawiać dziki seks w każdym pomieszczeniu... Czuje jakby jemu nie zależało, choć z tyłu głowy go usprawiedliwiam że to facet i on nie przejmuje się jak baba, ale tu chodzi o nasz przyszłość!! Dosyć mam proszenia, upominania, przypominania... Dosyć mam sytuacji idzie proszę choćby o umycie okien, obiecuję mi to przez tydzień po czym tego nie robi, leży na kanapie i niewzruszony patrzy jak ja to robię... Proszę, daj znać jak dojedziesz, jak będziesz wracał, napisz czy zdążysz... To nie ma na to czasu, w domu natomiast nie rozstaje się z telefonem. I nie szukam tu absolutnie usprawiedliwienia dla siebie ani dowodu, że to jego wina. Chciałam to jakoś z siebie wyrzucić... Nie wiem może to po prostu ja szukam dziury w całym? Czuje się zła, smutna, sfrustrowana, bezużyteczna, nieatrakcyjna, niepotrzebna, mało tego skoro ledwo ogarniam własne życie to jak śmiałam zdecydować się na dziecko. Chyba mi odbiło...