Czytam sobie ten wątek i myslę, że...
Moja teściowa należy do tych niefajnych i uciążliwych.
Zaczęło się jak odwiedziła nas w Polsce na bagatela 3 miesiące. Od początku wprowadziła swoje zasady. A ponieważ mówi w innym języku to było wiele nieporozumień, bo babie nic wytłumaczyć nie umiałam. I tak np. podczas gdy prowadziłam samochód a moje dziecko płakało (bo ona zamiast usiąść zprzodu to obok córki siadła) wypięła córeczkę z fotelika i dała mi ją na kolana. Albo wylało mi sie mleko w kuchni i wzięłam szmatę od podłogi, żeby wytrzeć. Potem chciałam wypłukać ścierkę i odkręciłam wodę w zlewie. Wydarła się na mnie, że szmatę do podłogi tylko w lazience można płukać. Cały czas mówiła, że jest brudno w domu (chociaż to nieprawda). Siedziała w domu z dzieckiem, ja pracowałam, ale jak wracałam to musiałam sprzątać, prać, prasować, gotować. Ale tego co ugotowałam nie zjadła, tylko czekała, aż jej synek wróci z pracy z obiadem dla niej. Mówiła,że brudas jestem, ale codziennie komentowała ile wody zużywam kąpiąc się każdego dnia dwa razy. Ona kąpiel? - tylko raz na tydzień. Jak korzystała z toalety to zużyty papier do kosza w kuchni nosiła. I wiele takich.
Po mniej więcej roku przenieśliśmy się do kraju rodzinnego mojego męża. Mieszkaliśmy z teściami miesiąc. Nie powiem, miła była. Bez żadnych sprzeczek. Potem też nieźle. Nawet pomagała mi czasem, odwiedzała mnie co tydzień. Aż do dnia kiedy dowiedziała się, że jestem ponownie w ciąży. Piorun w nią strzelił. Jak przyjeżdżała to tylko siedziała w fotelu i TV oglądała. W niczym mi nie pomagała. Musiała królewne jeszcze obsługiwać. Przez 3 miesiące czułam się fatalnie. Jak tylko się podnosiłam z łóżka to natychmiast witałam kibelek, ale nawet wtedy nie kiwnęła palcem. Tylko zwalała się do mnie do domu i wakacje sobie robiła. Do dziecka odzywała się tylko jak mąż był w domu, zresztą do mnie też. A tak cały dzień cisza była. Potem mieliśmy przeprowadzkę. Przyjechała, żeby mi pomóc kartony pakować (bo ja w ciąży) ale na dzień dobry powiedziała mi, że nie pomoże. Siedziała w fotelu z pilotem w ręku a ja pakowałam, zajmowałam się dzieckiem, gotowałam, sprzątałam itp. Potem kazała mi kartony przenosić i co się stało? Poroniłam w 18 tygodniu. Mam żal wielki do niej, że to przez nią się stało. Przez te jej awantury, jad płynący z ust i zazdrość, że nam się układa. Teraz jest spokój. Widziałam ją raz przez trzy tygodnie. I zapowiedziała, ze odwiedzi nas jak ją zaprosimy, więc nie prędko. I dobrze. Nie muszę się więcej stresować.