Hej. Mam 22 lata. 3 lata temu poznalam Marcina (tez 22). Szybko stalismy sie para, niestety chyba za szybko i zwiazek sie rozpadl. Kilka miesiecy kumplowalismy sie az w koncu nadszedl czas az do siebie dojrzalismy i wrocilismy do siebie.
Przyznam ze stworzylismy dobrany zwiazek.
W zeszlym roku zaszlam w ciaze. Rodzice zareagowali nie najgorzej. W lecie wzielismy slub cywilny niby dla zasilkow i pieniedy z ubezpieczenia Marcina (i mojej rodziny ktora inaczej by nas mocno krytykowala), ale i tak wiedzielismy, ze chcemy ze soba byc do konca.
Tak wiec nie bylo najgorzej. Wynajmowalismy pokoj, Marcin pracowal ja zajmowalam sie domem (stracilam prace jak zaszlam w ciaze- pracowalam na umowe o dzielo), rodzice nas troche wspomagali finansowo.
Pod koniec grudnia urodzila sie Alusia..
Spedzilysmy w szpitalu dwa tygodnie z powodu zapalenia uszu.
Marcin i mama odwiedzali nas niemal codziennie. Mama procz tego jezdzila do naszego domu i przygotowywala wszystko na nasz powrot.
Ala jest wczesniakiem wiec nic nie bylo w domu przygotowane niemalze.
Pewnego dnia mama odwiedzila mnie w szpitalu i zaczela wypytywac czy tesciowa mnie odwiedzila. No coz, nie zrobila tego ani razu, mowie. Mama wpadlla w placz i mowi ze miala z nia nieciekawa rozmowe.
Powiedziala, ze ja i moja mama mamy dac spokoj Marcinowi, ze on nie dosc ze pracuje to ja mu kaze (klamstwo) codziennie mnie odwiedzac, ze moja mama zmusza go by siedzial jeszcze wiecej (klamstwo), ze cieszy sie ze nie mamy slubu koscielnego bo szybciej sie rozejdziemy, ze ja symuluje jakies depresje (bylam wykonczona brakiem snu i zmartwiona tym ze nie idzie mi karmienie piersia), do tego zaczela roztrzasac stare sprawy, ze go kiedys zostawilam to teraz tez mam go w dupie itp. no i ze ma do nas wiecej nie przychodzic (jak wroce do domu to sama mam se poprac ciuszki i wysprzatac mieszkanie). Oczywiscie powiedzialam jej ze ja bardzo cenie jej prace i moze przychodzic do nas kiedy chce.
Dodam, ze moja mama jest osoba szczera (niestety az za bardzo czasem) i prawdomowna. Wiedzialam, ze tego nie wymyslila, zwlaszcza ze tesciowa wg mnie zbyt dobra kobiecina nie jest i wiem, ze nie znosi mojej mamy (nagadala kiedys przy mnie troche na nia jak sie upila).
Wiem, ze mozna kogos nie lubic, ale takie rzeczy? Jeszcze 'rodzinie'??
Powiedzialam o tym Marcinowi. Okazalo sie ze wie o klotni; tesciowa powiedziala mu 'popsztykalysmy sie' to wszystko.
Byl mocno zmartwiony tym. On jest na prawde dobra, wrazliwa osoba.Ciezko bylo mu to mi mowic bo to w koncu jego matka... No ale stwierdzilismy, ze zdarzylo sie, cos jej odbilo, olejemy to.
Po powrocie do domu, obie mamy codziennie u nas bywaly przez pierwsze dni by nam jakos pomoc, czy to obiad czy nauczyc mnie kapac (jakby nic sie nie stalo) Ale. Byla to na prawde przydatna pomoc, no ale w koncu sie usamodzielnilismy i zaczelismy dawac rade sami.
Dzis bylam z Ala na pierwszej wizycie u lekarza. Okazalo sie ze nie przybywa na wadze i musimy wracac do szpitala. Uzgodnilismy z tesciem ze pojedziemy tam jutro by na spokojnie sie zebrac. Zadzwonilam do Marcina ktory dzis ma 2ga zmiane i powiedzialam co i jak. Bylam troche roztrzesiona ale rozmowa z nim jak zwykle dodala mi otuchy.
Wrocilam do domu i zajelam sie Ala. Mial mnie odwiedzic dzis moj przyjaciel, ktory w piatek wraca do Anglii. Cieszylam sie ze bede mogla z kims pogadac.
Zadzwonila tesciowa i pyta sie mnie czy potrzebuje jakiejs pomocy przy pakowaniu. Powiedzialam, ze dam sobie rade, nie jest to nic co moglo by mi problem sprawic, troszke ponalegala ze to dla niej nie problem, grzecznie odmowilam i napomnialam ze bede miala pozatym goscia dzis (po mamie mam nadmierna szczerosc). No i dostaje pytanie jakiego goscia, no juz wiedzialam , ze skoro jest dociekliwa to nic dobrego z tego nie wyjdzie. No ale zgodnie z sumieniem powiedzialam ze kolega. Cos burknela i sie rozlaczyla.
Chwile pottem dostalam smsa od kolegi, ze nie moze przyjsc. Kolejno dzwoni moja mama. Pierwsze co to dostalam opiernicz za to ze tesciowej do domu nie chce wpuscic. Kolejno za to, ze Marcin w pracy a ja jakichs facetow do JEGO domu zapraszam (moja mama uwaza ze jak sie z kims jest to nie nalezy sie spotykac z osobami tej samej plci). Mysle, swietnie, zadzwonila i nagadala na mnie glupot i napisalam sms Marcinowi co zaszlo. Okazalo sie ze do niego tez dzwonila. Nie mowil co nagadala ale byl w zlym humorze, powiedzial, ze znow ktos ma do niego pretensje o cos w czym nawet nie uczestniczyl i ze pogadamy jak wroci.
Kilka slow o mnie; jestem niesmiala, mam trudnosci w rozmowach z ludzmi, sadze ze bylam wychowywana w wiecznym poczuciu winy przez co mam niska samoocene i ciezko mi znalezc sie wsrod ludzi, nie potrafie komus, kto nie jest ze mna bardzo blisko, powiedziec, ze cos mi w nim nie pasuje, ze mnie rani, ze nie podoba mi sie jego zachowanie, czy zwyczajnie za cos opieprzyc. Gdyby doszlo do tego ze tesciowa wspomniala by cos o tych przewinieniach to pewnie nawet bez jej przeprosin, powiedzialabym ze nic sie nie stalo, ze sie nie gniewam, ze kazdemu sie zdarza i bylabym jej wdzieczna ze pewnie chciala przeprosic az do kolejnego dnia kiedy otrzasnela bym sie i wiedziala ze znow dalam sie wrobic przez sama siebie...
Glupie pytanie; co mam robic w tej sytuacji. Tesciowa zachowuje sie jak z ksiazki. Pewnie zazdrosna o syna probuje mnie wybic i procz tego zwyczajnie nie lubi (dziewczyne szwagra czy moja swiadkowa traktuje jak wlasne kumpele- sa przebojowe, glosne, studiuja dobre kierunki a ja jestem zamknieta w sobie milosniczka sztuk pieknych). Wczesniej chcialam by mnie polubila, teraz marze by bylo w moim zyciu jak najmniej sytuacji gdy bede musiala ja spotkac.
Boje sie ze bedzie chciala rozdzielic mnie z Marcinem. Zawsze marzylam o spokojnej szczesliwej rodzinie i by ze wszystkimi wokol miec dobre stosunki.
Czy zona (zwlaszcza z moim charakterem ofermy) ma szanse wygrac z zazdrosna matka?
Jak mam sie zachowac w tej sytuacji? Co zrobic by Marcin nie uwiezyl jej gdy zacznie klamac na moj temat?