Szczerze...nie wiem jak zacząć bo mam bardzo mieszane uczucia.
Usłyszałam, że cewnikowanie potrwa 30 minut a w sumie zajęło 3 godziny. Nie wiadomo bylo czy trzeba będzie coś naprawiać a zamiast 2 rzeczy zrobiono 3. Niby nie było komplikacji podczas cewnikowania, ale profesor powiedział na koniec, że trzeba jej czasu by zobaczyć czy to wszystko przeżyje.
Wchodzę na 16.00 by ją pierwszy raz po cew. zobaczyć, a ona ma oczka, języczek, usteczka itd aż granatowo-czarne, saturacja na monitorze 48-55!!! Wybudzała się, ale na starcie usłyszałam od lekarza, że będa ją teraz cały czas usypiać. I nic więcej nie da się powiedzieć.
Znowu czuję się, jakby stado koni przebiegło po mojej głowie. Zasypiam z różańcem w ręce...
A z drugiej strony...mam ochotę....doslownie nakopać komuś w tyłek, wyżyć się, wykrzyczeć żal... Pomyślałam nawet o torowisku, pociągu, który jak przejeżdża to robi tyle hałasu, że stojąc dostatecznie blisko mogłbym wykrzyczeć cały smutek, a nikt by nie wrócił uwagi...
Echhhh... TRZEBA NAM CZASU I WIARY
