Kurcze dziewczyny...mam wrażenie, jakby stado koni po mnie przebiegło, mega zmęczenie jakieś, ach te emocje.
Majka ułozona na wpół leżąco, z maseczką na buźce, macha rączkami, rozglada się - pewnie szuka towarzystwa. Przyniosłam jej smoczuś, akurat siostra się o niego upomniała, bo chciała ulzyć małej w tym jej mlaskaniu hehe. Fakt, dyduś dał jej troche frajdy. A ponieważ pozbyła się tez sondy, to dostała piciu herbatki doustnie. Powoli będzie tak jadła. Parametry trzyma na tym maseczkowym tlenie, gazometria wyszła troche lepsza niż rano, bardzo pomogło oklepywanie i ruch.
Tak się cieszę, ale dość szybko ściągnięto mnie na ziemie. Dr przypomniał mi, o tej duzej wątrobie Mai, za którą specjalisci obwiniają niewydolność prawej komory. I ta spora wątroba uciska na płucko małej. Hallllloooo - tu Ziemiaa !!!...juz prawie zapomniałam, ze ekstubacja to tylko kolejny kroczek w naszej długiej drodze

Zostały nam jeszcze dreny...
Zmęczyłam się tym główkowaniem. Cieszę sie tym co jest, a o ciąg dalszy uzdrawiania będę się gorliwie modlić, a co !!! Zaufałam...nie przestanę
