Kilka słów
Maja nadal jest niespokojna i zadne srodki za bradzo nie pomagają. Cała noc stałam nad łóżeczkiem. Najgorsze, że gorączki wogóle nie ustają, a przerwę w lekach trzeba zrobić. Juz spadła nam sporo z wagi bo z jedzeniem u niej krucho - a waga, to też jeden z warunków, jaki kwalifikuje dziecko do operacji. Pojawił się, też duszący kaszel, który prowokuje wymioty. Biegunka...
Ze nie wspomnę, że juz wczoraj miała zmianę wenflonu, za czym posypało się kilka dodatkowych ukłuc. Moje dziecko wygląda jak sito, sine sito!
Jakiś rodzic przypadkowo wszedł do zabiegowego, gdzie "pracowano" nad Mają, alez on się zszokował, że dziecko może tak zsiniec z płaczu - choć mnie juz znany ten widok, popłakalam się słysząc jego uwagi do żony.
Zmęczenie, stres, zmeczenie, żal... nie wiem, jak dotrwam do listopada ? mam wrażenie, ze któraś z nas padnie w tym szpitalu.
Pielęgniarki, które w tym pracuja i nie jedno widziały, nie potrafią się nadziwić, jak my żyjemy, jak znosimy to co się dzieje z naszym dzieckiem, a tak niewiele mozna zrobic. To naprawdę niestarndardowe, skrajnie przechodzone infekcje.