Cześć dziewczyny,
ja dzisiaj miałam ciężki dzień. Rano w pracy poszłam do ubikacji siusiu a tam zawał na miejscu bo sporo krwi ze śluzem. Pobiegłam do biurka po podpaske i znowu do ubikacji. Pierwsza myśl że oczywiście poroniłam no i załamka. Wyszłam na korytarz a tam mnie akurat kierownik zgarnął na pogawedkę. Ten coś do mnie a ja mu w ryk do rękawa że poroniłam. On w szoku i chłopina nie wiedział co robić. Powiedział że zawiezie mnie do domu. Stwierdziłam że to nie ma sensu bo lekarz i tak o tej godzinei nie przyjmuje, Zostałam do końca w pracy iw między czasie dodzwonilam się do swojego lekarza co robić. Po pracy odebrałam wyniki z laboratorium i migiem do gabinetu. Wszytko jest dobrze, kruszynka z USG nawet o 2 dni starsza niż z OM. Serducho bardzo mocno bijące, spokojnie 145 na minute. Dużo mocniej niz bliźniakom na tym samym etapie. Krwawienie było spowodowane malutkim krwiaczkiem po zagnieżdżeniu i gdyby były plamki to mam nie wpadać w panike bo on może sie do konca oczywscic. Na wszelki wypadek mam leżeć. Lekarz powiedział że wszystko wyglada bardzo obiecujaco i powinno być OK. Mam przyjśc za 2,5 tygodnia na wizytę kontrolną zobaczyć czy zniknął krwiaczek.