A moim zdaniem owszem przesadzać nie można ale póki dziecko małe to takie nawożone i pryskane warzywa na pewno na dobre mu nie wyjdą.
W mojej poprzedniej pracy miałam styczność z rolnikami którzy chodowali warzywa na sprzedaż do marketów i na targowiska. Nawozy dają w ilościach hurtowych. Musi szybko urosnąć , a jak kilka lat uprawie sie marchew, buraczki, pietruszkę i ziemniaki na tej samej ziemi to niestety ale ziemia jest wyjałowiona i inaczej nic nie urośnie.
Teściowa kiedyś kupiła ogórki od jednego i ogórki zamiast sie zakisić to sie zepsuły. Smród na caly blok, aż w nocy wynosili na śmietnik żeby nikt nie wiedział ze te zapachy to od nich.
A warzywa importowane gazują w samochodach żeby sie trzymały lepiej i dojechały w dobrym stanie i jeszcze u nas w sklepie postały. Wiem to od męża koleżanki , który woził warzywa z Włoch, Hiszpani itp.
Jak ktoś uprawia dla siebie to tak nawozów nie ładuje. Jak można odwlec w czasie szpikowanie tym dziecka to ja wolę to zrobić.
Ja na szczęście mam mamę z ogródkiem, wujka rolnika i sama tez niewielki ogródeczek zakładam. Króliki choduje kuzyn, jajka swojskie od sąsiadki, może kurę też mi sprzeda. Szkoda tylko, ze traz taka pora roku, ze zapasy już sie kończą lub skończyły. Jakbym nie miała bezpośrednio dostępu to wystarczy na targu kupić warzywa od kogoś kto nie ma piknego stanowiska tylko sprzedaje dosłownie kilka rodzajó warzyw. Tacy ludzie zazwyczaj tylko sprzedają nadwyżki albo chcą trochę dorobić i nie stosująnawozów bo się nei opłąca albo robią to symbolicznie. Wiedzą oni też u kogo można kupić inne rzeczy , swojskie jajka itp.
A wczoraj pojechałam do Lidla i tam bio jest tylko marchew,jabłka, cytryny, kukurydza w kolbach. U Was jest coś wiecej czy tylko mój sklep taki ubogi?