Dziewczyny, jak to jest z tymi szpitalami, do których wybieracie się rodzić?? Czy Wasi lekarze pracują w tych szpitalach, czy wybieracie ten, który jest najbliżej, czy może ten gdzie macie jakieś znajomości. Będziecie mieć opłaconą położną czy idziecie na żywioł z nadzieją że wszystko będzie o.k.???
Bo mój mąż mnie dzisiaj wku....ł i robi to regularnie jak mu teściowo nawkłada pierdół do głowy!!!!

Ja chodzę do ginki, która pracuje w szpitalu w Łodzi i tam bym chciała rodzić, chociaż blisko nie mam, nie mam tam żadnych znajomości, nie mam zamiaru nikomu dawać w łapę (uważam, że ginka dosyć na mnie zarobiła przez całą ciążę, każda wizyta 100zł ), liczę po prostu na fachową opiekę bo to uznany szpital kliniczny i nie słyszałam jeszcze złych opinii na jego temat jak i na temat personelu tam pracującego. Mój mąż jednak wolałby (teściowie oczywiście też!) żebym rodziła w miejscowym szpitalu, bo tam, jak to mówią są ZNAJOMOŚCI i wszyscy skakali by koło mnie jak koło VIP-a. Dla mnie to nie jest żaden argument!

Poza tym przez te znajomości, to tylko teściowie będą siedzieć na telefonie, albo co gorsza

będą siedzieć na korytarzu, będą mieć relację z pierwszej ręki a ja będę się czuła jakby byli ze mną na sali porodowej!!!!!

To jest w ogóle wykluczone!!! A jeszcze dzisiaj mój drogi mąż mnie poinformował, że on nie wie jak sobie to wyobrażam, że tak po prostu wsiądzie w samochód i przyjedzie na poród do Łodzi, jak np w tym czasie będzie w pracy i zanim się zwolni przyjedzie do domu, przebierze się i zajedzie do Łodzi, to już pewnie będzie po wszystkim!!

Więc ...uj mu w d....ę, jak nie chce być przy narodzinach córki, to łaski bez, to on na tym straci nie ja!!!

Wymyśla już sam nie wie jakie argumenty, dla mnie żałosne i śmieszne są te jego wywody (które powtarza za teściową!!

) Poza tym jak mogę rodzić w szpitalu, w którym pracuje ginekolog prodwadzący całą moją ciążę, to nie wiem dlaczego miałabym z tego nie skorzystać. Faktem jest, że mój mąż za często by mnie w tym szpitalu nie odwiedzał, a w tym naszym byłby codziennie, a ja raczej będę leżeć jakiś czas przed porodem, no ale cóż? Znowu z drugiej strony w większym szpitalu może większe zagrożenie zarażeniem dziecka jakimiś takimi świństwami, o których piszecie.
Jak to u Was wygląda, lekarz prowadzący swoją drogą, a szpital swoją drogą? Bo ja już sama nie wiem co robić. Mówiłam mojemu drogiemu mężowi, po pierwszej takiej jego akcji i kłótni, żeby mi nie mieszał w głowie bo ja później spać nie mogę i myślę cały czas co tu robić, ale jak widać ma to gdzieś.....

Ale się rozpisałam, więc koniec moich wywnętrznień i narzekań.